Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Ekologia > Latające świnie i robaczywy zamach na polskie mięso – do 2030 roku znikną wszystkie chlewnie?

Latające świnie i robaczywy zamach na polskie mięso – do 2030 roku znikną wszystkie chlewnie?

Mamy polskojęzycznych przedstawicieli rządu, którzy jak Klaudia Jachira przemycają odzwierzęce zachowania typu iskania się z insektów podczas obrad Sejmu. Mamy Rafała Trzaskowskiego, który już dosadnie próbuje propagować jedzenie robaków. Co prawda, polityk kolejny raz wycofał się ze swoich irracjonalnych pomysłów, tak mocno krytykowanych przez społeczeństwo, co jednak nie do końca można interpretować jako rozchwianie emocjonalne czy niezdecydowanie, bo jest to jednak nic innego jak technika „stopa w drzwiach”. Robactwo zostało już przemycone do polskich umysłów, do wybranych sklepów, propagowane w elitarnych gronach, gdzie eleganci w garniturach zachwycają się, że nie trzeba już jeździć na tropikalne wycieczki do Azji, by skosztować tamtejszej kuchni.

AZJA DREAM – NOWOMODA NA ROBAKI ZAMIAST MIĘSA

W tych „elitarnych” gronach nie mówi się oczywiście nic o szkodliwości, jakie wywiera na ludzkie zdrowie jedzenia robaków, bo przecież „w Azji ludzie jedzą i żyją”. Niektórzy twierdzą, że chrupkie szarańcze smakują niemal jak kurczak. No tak, ale Azja czy Chiny są przeludnione i ludzie jedzą tam wszystko, byle przeżyć. To ponoć z Chin przybył do nas śmiercionośny wirus, którym zakaził się człowiek po zjedzeniu mięsa nietoperza. Nie mamy też targów, jak w Azji, gdzie żywcem wyrywa się zwierzętom zęby. Polska to nie kraj trzeciego świata, a Polacy nie są małpami, które będą się wzajemnie iskać i żywić białkiem skaczących czy pełzających po naszych podłogach insektów lub owadów. Z pewnością nie będziemy dobrowolnie. No właśnie… A jakby nagle okazało się, że nie mamy wyjścia, bo panuje głód, bo rolnicy nie hodują trzody, bydła albo drobiu i w związku z tym nie ma też mięsa?

Grona, które tak mocno propagują klimatyczne herezje, nawołujące do ograniczania hodowli zwierząt na ubój, bo rzekomo niszczą one atmosferę, zwiększając ilość wytwarzanych gazów cieplarnianych, to tylko wierzchołek góry lodowej. Z globalnej komunistycznej mafii można mieć niezły ubaw, śledząc niektóre pseudonewsy czy wypowiedzi polityków albo „doktorów po ledwo skończonej podstawówce” pokroju Grety Thumberg, która ostatnio została obdarowana trzecim już w jej 20-letnim życiu doktoratem honoris causa, tym razem z… teologii. Gdy jednak mocniej prześledzić temat, to okaże się, że zamach na polskie rolnictwo zaczął się już od czasu, gdy świnie dostały skrzydeł… Dosłownie! A nawet dużo wcześniej… Ale moment, kiedy zaczęły latać, tzn. spadać, był na tyle spektakularny, że sytuacja stała się rozpoznawalna nawet dla przysłowiowego Kowalskiego czy Nowaka.

LATAJĄCE ŚWINIE BARYKADUJĄCE POLSKIE GRANICE – POCZĄTEK KOŃCA POLSKICH CHLEWNI?

Od czasu tzw. afery z latającymi świniami polskie hodowle znajdują się w coraz bardziej dramatycznej sytuacji. Tego jednak nie widać gołym okiem, a sytuacja jest katastrofalna. Któż z nas nie pamięta sławnego zdjęcia dzika z 2018 roku zawieszonego na drzewie? To był czas ogromnych pomorów świń. Najpierw zaraza panowała przy naszych granicach, później pojawiły się spekulacje o niemieckich akcjach przerzucania chorych zwierząt do Polski, jeszcze później doniesienia o chorych dzikach zrzucanych z helikopterów.

Jak można przeczytać na stronie lublin112.pl: „Mieszkańcy powtarzali, iż pomimo wysokich temperatur, zwierzę było zamrożone i zarażone wirusem ASF. Szybko wiadomość ta obiegła całą okolicę. Wiele osób twierdziło, że ktoś zrzucił go z helikoptera lub samolotu. Mieszkańcy zaczęli też podejrzewać, iż za wszystkim stoją »wrogowie polskiej gospodarki«. Do tego powtarzano słowa ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, który w grudniu 2017 roku miał powiedzieć, że za epidemię wirusa może odpowiadać celowe działanie”.

Dzik zawieszony na drzewie znaleziony został w powiecie chełmskim, czyli w okolicy ukraińskiej i białoruskiej granicy, gdzie od jakiegoś czasu borykamy się też z innymi problemami napaści na granice naszego państwa. Chodzi o liczne próby ich przekraczania przez migrantów, którym towarzyszy jazgot polskojęzycznych celebrytów pokroju pani Kurdej-Szatan nazywających naszych pograniczników mordercami. O obcych siłach wykorzystujących m.in. dzieci do manipulowania politykami, aby te granice otwierać, jak w przypadku akcji „Gdzie są dzieci z Michałowa?!”, już nie wspomnę.

Czy zestawiając ze sobą tak wiele rzekomo przypadkowych sytuacji, wydarzeń i prób forsowania głupich ekologicznych pomysłów, skumulowanych napaści na granice albo propagowania jeszcze innych wręcz groteskowych mód płynących do nas z zagranicy, faktycznie dalej będą nam wmawiać, że te rzeczy się nie łączą? Bo wróćmy jeszcze do mody na jedzenie szarańczy propagowanej przez organizację C40 Cities, a w Polsce przez prezydenta Warszawy. Tylko spójrzmy na to nie od strony celebrytów, którzy mają ochotę na zagraniczne przysmaki, tylko od strony natury. Czym jest szarańcza?

SZARAŃCZA WALCZĄCA Z POLSKĄ WSIĄ I MIĘSEM – ZAPOWIEDŹ EGIPSKICH PLAG I GŁODU?

W naszej kulturze czy w dawnych kulturach, a nawet w Biblii, której tak niektórzy nie lubią, szarańcza to plaga. Nie kojarzy się z fajną zagraniczną wycieczką i azjatycką kuchnią, tylko z głodem. U nas w naturze występują świerszcze i koniki polne. Od szarańczy różnią się wyglądem i zachowaniem. Są mniejsze i łagodniejsze. Jednak natura tak to przemyślała, że gdy pojawia się głód, zwykłe koniki polne mogą zmienić wygląd, zachowanie, nawet płeć, stają się agresywne, skupiają w migrujące kolonie i wówczas mamy prawdziwy nalot i plagę szarańczy niszczącej pola i uprawy, co w rezultacie przecież prowadzi do głodu. Jeśli nie ma upraw, a są stada szarańczy, to nie powinna dziwić chęć żywienia się czymkolwiek, byle przeżyć. Tak też dzieje się w krajach przeludnionych. Z tego względu w Chinach jest to coś, co nie wzbudza kontrowersji.

Na obecną chwilę nie ma jednak ani powodu, ani logicznych przesłanek do wprowadzania u nas tego typu rewelacji. Weźmy jednak pod uwagę dramatyczną sytuację polskich hodowców świń, co zaraz zobrazuję statystykami, czy próby napaści na polskie rolnictwo, jak chociażby w przypadku unijnych pomysłów zalewania naszych pól uprawnych, by w ramach ekologii przywracać szuwary i zalewiska jako tereny naturalne. No ok, może faktycznie jest to teren, gdzie rozmnożą się jakieś ptaki. Ale będzie też plaga komarów, które roznoszą choroby, a mniej pól uprawnych to wyższe ceny żywności i mniej jedzenia. Połączmy teraz kropki. Propagowanie agendy C40 Cities, gdzie obywatel ma jeść robaki zamiast mięsa, nie może latać samolotem czy zakupić więcej niż 3 koszule rocznie, herezje ekologiczne szerzone przez reprezentantów UE pod niemieckim prymatem zachęcające do niszczenia pól uprawnych, to dążenie do wprowadzenia globalnego głodu. Komu zależy na jego wprowadzeniu?

Jest pewien pakt kilku państw z globalnym kapitałem, o czym coraz częściej zaczyna się mówić już nie w granicach teorii spiskowych, tylko faktycznej i udokumentowanej wiedzy. Faktem jednak jest, że aby wprowadzić globalną „komunę, niewolnictwo i głód”, to na równi z atakami na nasze wartości, przekonania, czy ikony wiary i narodowości, jak sylwetka Jana Pawła II, trzeba zniszczyć nasze narodowe dobra, pola uprawne, sady, rolnictwo, trzodę chlewną i polską wieś. Wieś, bez której przecież miasto nie przetrwa… Nie przetrwają też ani tradycja, ani narodowa tożsamość. Czemu w dobie inflacji, gdzie ceny wszystkich dóbr tak gwałtownie idą do góry, mięso jednak nie drożeje? Czyżby był to kolejny już gwóźdź do trumny polskich hodowli? Czy zarzucani medialnymi tematami zastępczymi i głupimi pomysłami pseudoekologów, z których niby się śmiejemy, nie dostrzegając, gdzie uderzają, zdążymy się przebudzić na czas? Czy zauważymy to dopiero wówczas, gdy faktycznie polskie hodowle przestaną istnieć, a głodny naród zacznie sprowadzać z zagranicy plagę szarańczy jako poprawną politycznie żywność?

W CIĄGU 2 LAT Z POLSKIEGO RYNKU ZNIKNĘŁA POŁOWA GOSPODARSTW CHLEWNYCH, A PRODUCENCI, KTÓRZY UTRZYMALI SIĘ NA RYNKU, TONĄ W DŁUGACH

26 lutego 2023 roku z okazji IX Kongresu Rolnictwa RP przewodnicząca Związku Zawodowego Rolnictwa Korona Alina Ojdana przedstawiła dramatyczna sytuację rynku polskiej trzody chlewnej. Jej zdaniem przy obecnym spadku pogłowia świń w 2030 roku może dojść do sytuacji, że na rynku nie będzie już polskiego mięsa. Jak można przeczytać na stronie ZZR Korona: „Według danych ARiMR w styczniu 2021 roku było zarejestrowanych 103,7 tys. gospodarstw produkujących trzodę chlewną, natomiast w styczniu 2023 roku tylko 56,1 tys. gospodarstw. W ciągu dwóch lat zlikwidowanych zostało 47,6 tys. Oznacza to, że aż 46% hodowców trzody chlewnej nie poradziło sobie z nieopłacalną produkcją w tym sektorze. Tak dramatyczne spadki hodowli trzody chlewnej w Polsce nie były notowane nigdy wcześniej”.

Rys. ZZR Korona

W ciągu zaledwie 2 lat zniknęła z rynku aż połowa gospodarstw! Ceny w skupach są niskie, wciąż wzrastają ceny produkcyjne i małe gospodarstwa wypadają z rynku, jednak te większe korzystające z dopłat państwowych także znajdują się w dramatycznej sytuacji. Polscy hodowcy ponadto nadal borykają się z problemami, jakie zaistniały po masowym uboju świń wynikającym z pojawienia się ASF, a więc od czasu afery „latających świń”. Bez odpowiedniego wsparcia i dofinansowań tego sektora, bez dopłat dla producentów loch i prosiąt oraz cyklicznego wsparcia dla hodowców trzody chlewnej, a w szczególności również dopłat i rekompensat dla hodowców produkujących trzodę w strefach ASP, czyli zmagających się z problemem afrykańskiego pomoru świń, sektor ten może faktycznie po prostu przestać istnieć…. Pomoc miała być zapewniona aż do czerwca 2023 roku. Ale czy faktycznie była?

LOCHA PLUS I WYRÓWNANIA ZA ASF – BEZ RZĄDOWEGO WSPARCIA POLSKA WIEŚ PRZESTANIE ISTNIEĆ?!

Jak można jednak przeczytać na stronie ZZR Korona: „Zgodnie z danymi ARiMR na dzień 25 października zostało złożonych 2768 wniosków. Od dnia 17 września biura powiatowe agencji rozpoczęły wydawanie decyzji przyznających pomoc. Według stanu na dzień 26 października wydane zostały 324 decyzje, przyznające pomoc na kwotę 38,2 mln zł, natomiast agencja wypłaciła pomoc dla 180 beneficjentów na kwotę ponad 22 mln zł. Z niezrozumiałych względów, termin 30 czerwca 2023 roku nie został jednak dotrzymany. W efekcie hodowcy trzody chlewnej, utrzymujący trzodę chlewną w strefach z ograniczeniami w związku z ASF, którzy sprzedali trzodę chlewną w I kwartale 2022 roku (sprzedaż tuczników następowała poniżej kosztów produkcji w cenie 3,50 zł/kg żywca) popadli w spiralę długów wobec firm paszowych i banków”.

Tu pojawia się kolejny problem. Gdyby nie zapewnienia o pomocy i kontynuacji programów pomocowych, jakimi miały być m.in. wyrównanie utraconego dochodu do czerwca 2023 roku, to hodowcy nie wyraziliby zgody na przesunięcie terminów sprzedaży świń z grudnia 2021 na styczeń 2022. Ponadto przy tak niskich i nieopłacalnych cenach sprzedaży nie braliby kredytów, by zasiedlać chlewnie nowymi warchlakami, próbując jednocześnie przeczekać ten trudny okres. Wprowadzenie rolników w błąd poskutkowało poczynieniem przez nich inwestycji, które nie wyrównały strat, przez co popadli w jeszcze większe problemy finansowe. Ci, którzy jakimś cudem jeszcze utrzymali się na rynku, nadal borykają się z nieuregulowanymi zobowiązaniami, a co więcej grozi im utrata płynności finansowej, bankructwo. To z kolei wiąże się z niebezpieczeństwem przejęcia ich gospodarstw przez firmy prowadzące tucz nakładczy. Rolnik wtedy staje się zwykłym wyrobnikiem, żeby nie powiedzieć parobkiem albo chłopem pańszczyźnianym.

Jedynym ratunkiem dla zachowania polskiej trzody chlewnej jest zatem wprowadzenie prawnych rozwiązań, które doprowadziłyby do sytuacji, aby polskie gospodarstwa miały równe szanse rozwoju z sektorem zachodnim, w celu ograniczenia importu mięsa wieprzowego. ZZR Korona apeluje o jak najszybsze wznowienie rozporządzenia do wskazanych programów, takich jak m.in. „locha plus”, o których mówiono na spotkaniach w MRiRW z Panem Premierem Henrykiem Kowalczykiem oraz spotkaniach w KPRM, z Panem Premierem Mateuszem Morawieckim.

Co można zrobić? ZZR Korona oraz współpracujący z tą organizacją rolnicy zalecają, aby ułatwić polskim hodowcom większy dostęp do finansowania zaplanowanych inwestycji przy skróceniu czasu oczekiwania na obsługę złożonych wniosków poprzez utworzenie w Polskim Banku specjalnego sektora rolnego. Należy wypracować rozwiązania pozwalające wyjść z kryzysu producentom trzody, aby zawalczyć o krajowy rynek wieprzowiny w celu zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego. Jeśli nic w tym względzie się nie zmieni, a my jedynie będziemy śmiać się z głupich wypowiedzi Grety czy Trzaskowskiego, to niestety, ale AZJA DREAM czy założenia C40 Cities, gdzie zaplanowano dla nas powszechne ubóstwo, głód i jedzenie robaków zamiast mięsa, może okazać się nie tyle brednią powtarzaną przez chore umysły i powodem do kpin, co faktyczną plagą, która niczym szarańcza wędrowna niszcząca wszystko na swej drodze wejdzie w naszą rzeczywistość i zniszczy nasze polskie hodowle. A sytuacja gospodarcza na rynku zbóż czy w przetwórstwie mleczarskim i ogólnie na polskiej wsi nie wygląda różowo.

Paulina Matysiak

Źródła: lublin112.pl, nauka.uj.edu.pl, zzrkorona.blogspot.com
Fot.: ZZR Korona, Pixabay.com

Paulina Matysiak
Redaktor - wywiady, kultura, pisarka, felietonistka
http://www.strefawolnejprasy.pl

Podobne

W górę