Podczas spotkania tzw. „koalicji chętnych” w Pałacu Elizejskim doszło do sceny, która odbiła się szerokim echem w mediach. Na nagraniu opublikowanym przez ukraiński „24 Kanał” widać, jak Emmanuel Macron osobiście wita wszystkich przywódców – od Wołodymyra Zełenskiego, przez Ursulę von der Leyen, aż po przedstawicieli NATO. Jedynym politykiem, którego prezydent Francji nie powitał, był Donald Tusk. Polskiego premiera przejął jedynie urzędnik niższego szczebla.
Całe wydarzenie wpisuje się w coraz częstsze oznaki marginalizacji Donalda Tuska na arenie międzynarodowej. Jeszcze niedawno obecny premier zapewniał, że „w Brukseli nikt go nie ogra”. Tymczasem fakty pokazują coś zupełnie innego – lider Platformy Obywatelskiej nie tylko nie odgrywa kluczowej roli w rozmowach, ale jest wręcz ignorowany przez najważniejszych europejskich partnerów.
Spotkanie „koalicji chętnych”, zorganizowane w Paryżu, miało na celu przedyskutowanie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy po ewentualnym zawieszeniu broni z Rosją. Polskę reprezentowali Donald Tusk i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, którzy podkreślali, że Polska nie wyśle swoich żołnierzy na Ukrainę, ograniczając się do wsparcia logistycznego.
Znamienne jest, że Tusk – który przez lata atakował Donalda Trumpa, oskarżając go o „osłabianie Zachodu” – dziś zmuszony jest obserwować, jak specjalny wysłannik Trumpa, Steve Witkoff, odgrywa kluczową rolę w rozmowach o przyszłości Ukrainy. Równie otwarcie krytykował nowego prezydenta Polski Karola Nawrockiego, podważając jego kompetencje i wyśmiewając jego sojusz z USA. Te wypowiedzi wracają dziś jak bumerang, bo to właśnie Nawrocki i Trump budują realne partnerstwo polsko-amerykańskie, które daje Polsce bezpieczeństwo.
Tusk obiecywał, że będzie twardo bronił polskich interesów, a jego doświadczenie w instytucjach unijnych pozwoli mu grać w pierwszej lidze europejskiej. Zamiast tego widzimy premiera, który zostaje pominięty w oficjalnym powitaniu i którego rola w międzynarodowych negocjacjach staje się coraz bardziej symboliczna. Podobnie, jak miało to miejsce podczas podróży europejskich przywódców do Kijowa, gdzie Tusk jechał w oddzielnym wagonie.
Gest Macrona to coś więcej niż protokolarny incydent. To jasny sygnał, że Donald Tusk nie jest traktowany jako równorzędny partner w kluczowych rozmowach. Trudno o bardziej bolesne przypomnienie, że polityka oparta na uległości wobec Berlina i Brukseli nie daje Polsce realnej siły, lecz spycha ją na boczny tor.
Jerzy Mróz
Źródła: 24tv.ua, The Guardian