Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Kultura > Czy warto inwestować w sztukę – wywiad z Anitą Wolszczak-Karasiewicz

Czy warto inwestować w sztukę – wywiad z Anitą Wolszczak-Karasiewicz

MP: Dzień dobry Pani Anito, prowadzi Pani galerię sztuki i dom aukcyjny, obecnie oceniany jako trzeci co do wielkości w Polsce w segmencie, w którym się specjalizujecie. A przecież działacie dopiero 2.5 roku, więc taki szybki rozwój robi wrażenie. Skąd pomysł na zajmowanie się sztuką i założenie domu aukcyjnego?

AWK: Pomysł na dom aukcyjny zrodził się w mojej głowie po 14 latach pracy w korporacji. Sztuką interesowałam się odkąd pamiętam. Lubiłam ją na tyle, że skończyłam historię sztuki w IHS UW, rewitalizację zabytków na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Rynek Sztuki na uczelni krakowskiej. Dom aukcyjny jest właściwie rezultatem mojej pasji połączonej z doświadczeniem biznesowym mojego męża, a zarazem wspólnika. Powstał w 2015 roku i w ciągu niespełna dwóch lat zdołał wspiąć się na trzecią pozycję w Polsce (w segmencie sztuki, w którym się specjalizujemy).

Sprzedaż dzieł sztuki nie jest łatwą sprawą w naszym kraju, chociaż rynek sztuki z roku na rok przybiera na sile, wzbudzając tym samym coraz większe zainteresowanie kolekcjonerów. Aby sprzedawać sztukę trzeba ją przede wszystkim kochać. Dochodzi do tego codzienna, mrówcza praca całego zespołu domu aukcyjnego przy promowaniu artystów, doborze obiektów do katalogów, docieraniu z nimi do klientów. Ze wszystkich sił dążymy do tego aby Art in House był budowany z pasji i zaangażowania ludzi z nim związanych.

MP: O czym się rozmawia wśród twórców, znawców a jakich tematów raczej się nie porusza?

AWK: Wśród twórców nie ma tematów tabu – dotyczy to zwłaszcza artystów młodego pokolenia, którzy bezkompromisowo odnoszą się nie tylko do rynku sztuki, ale również życia artystycznego w kraju. Rozmawiają szczerze, otwarcie, a nawet prowokacyjnie, często nie pozostawiając suchej nitki na domach aukcyjnych, kolekcjonerach czy nawet swoich kolegach „po fachu”. Środowisko artystyczne nie jest jednolitą, wspierającą się grupą; wręcz przeciwnie, w ich dyskusjach dominuje krytyczne nastawienie, związane zapewne ze specyfiką ich działalności oraz zamiłowaniem współczesnych twórców do kontrowersji. Dla artystów albo coś jest dobrze namalowane, albo źle i kiedy dzieło osiąga cenę nieadekwatną do swojego potencjału, nie boją się negować materialnej strony sztuki.

Znawcy bywają ostrożniejsi. W ich środowisku rozmawia się o rekordach aukcyjnych, trendach na rynku sztuki, rozwijających się artystach oraz aktualnych wystawach. Ograniczają subiektywizm na rzecz prawideł rynku, na pewno też spuszczają zasłonę milczenia na własne nieudane posunięcia w dziedzinie tworzenia kolekcji.

MP: Kontakt ze sztuką to też zawsze kontakt z kiczem. Jak to odróżnić? Na co zwrócić uwagę? Z czyjej pomocy ewentualnie skorzystać?

AWK: Kicz to osobny dyskurs w dziedzinie sztuki; kwestia subiektywna na tyle, że nie da się wyznaczyć jej uniwersalnych cech. Kiczem nazywano dzieła uznanych dzisiaj ekspresjonistów czy abstrakcjonistów, o kicz posądzano również Pabla Picassa i Giorgia de Chirico. Jedyną wskazówką, jak się przed nim ustrzec, może być zwrócenie uwagi na dobrą szkołę techniczną artysty. Jeżeli mamy do czynienia ze złym rysunkiem anatomicznym, kiepskimi proporcjami czy błędnie wyznaczoną perspektywą, jest duża szansa, że mamy wątpliwą przyjemność oglądania kiepskiej twórczości. Z drugiej strony, istnieją artyści prymitywiści i cały nurt tak zwanego art brut, w którym poprawność techniczna nie jest pożądana. Dostrzeżenie artystycznej perły bywa więc naprawdę trudnym zadaniem. Jeżeli interesujemy się sztuką na co dzień i poświęcamy czas na uważne śledzenie artystycznego rynku, po pewnym czasie jesteśmy w stanie sami wyeliminować kicz. W przypadku braku rozeznania na rynku sztuki, polecam skorzystanie z porady ekspertów na tym polu, którymi są pracownicy galerii oraz domów aukcyjnych. Zdecydowana większość z nich posiada wykształcenie związane ze sztuką oraz stale monitoruje rynek artystyczny, dlatego ich doradztwo stanowi cenną pomoc dla osób, które stawiają sobie za cel zakupienie dobrego dzieła sztuki.

MP: Czy zakup dzieł sztuki to zawsze dobra inwestycja?

AWK: Na tego typu pytania zawsze odpowiadam – nie. Zacznijmy od tego, że cel zakupu dzieła sztuki nie zawsze jest inwestycyjny, a częściej czysto estetyczny. Duża część klientów domów aukcyjnych wybiera obrazy, które zwyczajnie im się spodobały bądź pasują do wnętrza ich domów i biur. Inwestowaniem w sztukę zajmuje się nisza zamożnych, wytrawnych kolekcjonerów i jest to często działalność, wbrew temu co nam się wydaje, dosyć ryzykowna. Największe bezpieczeństwo daje malarstwo dawne, którego pozycja jest już ugruntowana – jest mało prawdopodobnym, by Matejko, Siemiradzki czy Wyspiański mieli swój „czarny czwartek” na rynku sztuki. Największe ryzyko dotyczy twórczości współczesnej, nowej oraz młodej, których charakter może okazać się wyjątkowo kapryśny. Przekonują nas o tym liczni artyści, których prace, po nagłym zyskaniu na wartości, gwałtownie spadały w aukcyjnych rankingach. Nie dajmy się zwieść sloganom zachęcającym do łatwej inwestycji w sztukę – rynek aukcyjny należy śledzić z równą uwagą, co giełdę papierów wartościowych. Wzrost popytu na malarstwo konkretnego artysty może mieć czasem niezrozumiałą genezę – często wystarczy książka, film, szeptany marketing, reklama, pokaz mody, czy zdarzenie losowe, którego nie da się przewidzieć.

MP: Czym się Pani firma zajmuje oprócz aukcji i sprzedaży dzieł sztuki?

AWK: Pod szyldem Domu Aukcyjnego Art in House są organizowane wystawy malarstwa współpracujących z nami artystów. Ich kuratorem jestem ja bądź inny członek zespołu. Odbywają się one w siedzibie domu aukcyjnego przy Al. Jerozolimskich 107 w Warszawie lub w zaprzyjaźnionych placówkach, z którymi współpracujemy. Stale monitorując rynek, służymy też ekspercką pomocą klientom indywidualnym lub firmom, dobierając dzieła sztuki do ich przestrzeni. Jesteśmy również pośrednikami w kontaktach artysta – klient. Poza tym, wszelkimi medialnymi kanałami staramy się docierać do osób zainteresowanych sztuką, opowiadając o specyfice rynku aukcyjnego w Polsce czy życiu artystycznym w kraju. Ważną część naszej działalności stanowi promocja, bez której trudno wyobrazić sobie utrzymywanie sprzedaży na zadowalającym poziomie. Oczekują tego również artyści, którzy powierzając nam swoje prace, liczą na marketing zapewniający nagłośnienie ich twórczości wśród potencjalnych klientów. Dlatego też aktywnie działamy na wszelkich portalach społecznościowych, pojawiamy się w radiu, prasie i telewizji.

MP: Co Pani sądzi na temat artystów biorących się za sztukę abstrakcyjną?

AWK: Abstrakcja to wyższa szkoła malowania. Wbrew temu, co mówią o niej zwolennicy dawnego malarstwa, abstrakcja wymaga perfekcyjnych zdolności technicznych i intelektualnego zacięcia artysty. Dobry abstrakcjonista najpierw musi opanować formy realistyczne – proszę prześledzić twórczość Kandinsky’ego, Malewicza czy wreszcie Pieta Mondriana, który w początkach kariery malował tradycyjne pejzaże holenderskie, zaś zbliżając się do dojrzałości artystycznej, zwrócił się ku formom neoplastycyzmu, całkowicie negując zasadę naśladownictwa natury. W takim przypadku trudno jest posądzić go o brak zdolności plastycznych, gdyż geometryczne formy są wynikiem przyjętej konwencji artystycznej. Wyróżnienie dobrze namalowanej abstrakcji nie powinno być zadaniem trudnym, jeżeli stale obserwujemy twórczość współczesnych artystów oraz ścieżkę rozwoju ich kariery. Proszę mi wierzyć, abstrakcyjna forma nie ukryje braków technicznych malarza. Niestety ostatnimi czasy nagminnym staje się precedens, że młodzi artyści rozpoczynają swoją karierę od malowania abstrakcji. Abstrakcji, za którą niewiele stoi – nie ma wyuczonego warsztatu, nie ma znajomości historii sztuki ani dorobku artystycznego, dla którego wypracowana forma abstrakcyjna mogłaby stać się kwintesencją.

MP: Jak dobieracie prace do waszych aukcji?

AWK: W pierwszej kolejności zwracamy uwagę na poziom techniczny dzieł sztuki. Pod aukcyjny młotek nie przeznaczymy pracy o złym rysunku anatomicznym postaci, widoków z kiepską perspektywą czy niewspółgrającymi ze sobą kolorami. Porzucamy również swój subiektywny gust. Staramy się odpowiedzieć na pytanie, czy praca spełni estetyczne oczekiwania odbiorcy. Kierujemy się zasadą, że każdy katalog aukcyjny musi być zróżnicowany – zwolennicy realizmu odnajdą w nim realistyczne kompozycje, poszukujący awangardy będą usatysfakcjonowani odważną formą niektórych z prac, zaś ci, którzy tęsknią za dawną kreską zwrócą uwagę na tradycyjne, akademickie pejzaże. Różnorodność zachowujemy zarówno w przypadku techniki, jak i stylu autora oraz doboru tematu. Nie ukrywamy też, że pod uwagę bierzemy wyniki aukcyjne danego artysty – musimy mieć pewność, że jego prac nie można kupić na rynku poniżej ceny wywoławczej, od której zaczynamy licytację. Wyjątek stanowią twórcy, którzy dopiero rozpoczynają ścieżkę kariery i nie mają zbudowanej historii aukcyjnej. Wtedy kierujemy się dobrym poziomem technicznym pracy, ciekawą kompozycją, estetyką, oraz potencjałem sprzedażowym.

MP: Jakie nazwiska przetrwają w historii sztuki?

AWK: To pytanie generuje tyle odpowiedzi, że nie sposób zawrzeć je wszystkie w jednym wywiadzie. Dlatego pozwolę sobie zawęzić je do sztuki polskiej, i to jedynie współczesnej. Czołówka dawnych malarzy jest bowiem zbyt obszerna. W przypadku sztuki współczesnej, wykrystalizowało się wiele nazwisk, które są już uznane i na stałe weszły do kanonu polskiej historii sztuki. Są to Wojciech Fangor, Wilhelm Sasnal, Zbigniew Libera, Roman Opałka, Magdalena Abakanowicz, Igor Mitoraj czy artyści znakomitych grup artystycznych: II Grupy Krakowskiej, Grupy Zamek, Grupy 55, czy Gruppy. Proszę pamiętać, że to wciąż nie wszyscy znakomici polscy artyści, wymieniłam jedynie „bestsellery” pojawiające się na aukcjach dzieł sztuki współczesnej. W przypadku starszego i średniego pokolenia, pracujących na swoją pozycję artystyczną od kilkudziesięciu lat, zweryfikowanych już przez rynek i znawców, łatwiej wyłowić twórców, o których historia sztuki nie zapomni. Pewnym wyznacznikiem mogą być nazwiska kupowane przez muzea, państwowe galerie sztuki czy laureaci prestiżowych konkursów plastycznych. Trudnym zadaniem jest natomiast przewidywanie, którzy z młodych autorów dołączą do panteonu wielkich – ich ścieżki artystyczne bywają bowiem tak kręte, że prorokowanie na wczesnym etapie jest obarczone sporym ryzykiem pomyłki.

MP: Czy polscy artyści są rozpoznawalni na rynkach międzynarodowych? Czy następuje jakiś progres w tym obszarze? Jak można promować polskich artystów?

AWK: Udział polskich artystów w zagranicznym obrocie sztuką jest wciąż niewielki, jednak zauważamy zdecydowany wzrost zainteresowania polską twórczością nieprzerwanie od lat 60-tych XX wieku, kiedy furorę na zachodzie zrobiła Polska Szkoła Plakatu. Warto zauważyć, że zorganizowane w 1966 roku w Warszawie Międzynarodowe Biennale Plakatu było wydarzeniem bez precedensu, które odbiło się szerokim echem w całej Europie. Ogromne zasługi na polu propagowania polskiej sztuki miała Galeria Foksal oraz powołana w 1997 roku Fundacja Galerii Foksal, gdzie nasi artyści mogli wymieniać swoje doświadczenia z zagranicznymi kolegami, biorąc udział w międzynarodowych wydarzeniach artystycznych. Obecnie, na rynku sztuki najbardziej cenionymi polskimi twórcami są Roman Opałka, Piotr Uklański, Wojciech Fangor, Wilhelm Sasnal, Rafał Bujnowski, Marcin Maciejowski czy rzeźbiarze: Magdalena Abakanowicz, Alina Szapocznikow i Igor Mitoraj. Polski rekord na zagranicznej aukcji należy do pracy „Detale” Opałki, która osiągnęła zawrotną cenę 713 tysięcy funtów na licytacji w domu aukcyjnym Sotheby’s. Zaszczytne drugie miejsce przypada kontrowersyjnym „Nazistom” Uklańskiego, sprzedanym za 568 tysięcy funtów. Polskie pozycje na zagranicznych aukcjach pokazują obecny kierunek, jaki powinniśmy obrać w promowaniu artystów – ceniona jest przede wszystkim sztuka współczesna oraz młode pokolenie. Udział w wystawach artystycznych na całym świecie, wymiana doświadczeń między twórcami, kontakt polskich i zagranicznych instytucji sztuki oraz organizacja krajowych wydarzeń, które zwrócą uwagę reszty świata to najlepszy przepis na promocję polskiej sztuki.

MP: Jakie są Wasze planowane najbliższe wystawy?

AWK: W naszym domu aukcyjnym królują wystawy przedaukcyjne. Aukcji dzieł sztuki planujemy coraz więcej, a każda z nich poprzedzona będzie tygodniową ekspozycją. Dlatego przestrzeni na organizowanie indywidualnych wystaw twórców niestety nie mamy, chociaż kilka razy w roku będzie można w naszej siedzibie zobaczyć nie lada artystyczne gratki. Pierwsza z nich już w czerwcu, z okazji Dnia Dziecka, ale szczegółów nie chciałabym zdradzać, gdyż rozmowy ze światowej sławy artystą, jeszcze trwają.

MP: Jaka nietypowa lub niesamowita historia przydarzyła się Pani w tej pracy?

Nietypowe historie w domu aukcyjnym przytrafiają mi się dosyć często, gdyż organizowanie aukcji to jednak ciągła praca z ludźmi, a gdzie są ludzie to i o niesamowite historie nietrudno.
Jakiś czas temu przyszedł do mnie klient z obrazami, które jego leciwa ciocia, przy okazji remontu mieszkania, chciała wynieść na śmietnik. Pana coś tknęło i pomyślał, że obrazy w złoconych ramach jednak mogą być coś warte. Wśród kilkunastu prac znalazły się dworki Bronisławy Rychter-Janowskiej, rysunki Mai Berezowskiej oraz Witkacy.

MP: Pani Anito, uprzejmie dziękuję za rozmowę i życzę dalszego rozwoju.

AWK: Dziękuję serdecznie i pozdrawiam Państwa Czytelników.

Wywiad przeprowadził: Mariusz Paszko
Zdjęcie pochodzi z domu aukcyjnego Art in House

Zapisz

Zapisz

Portal Ludzi Sztuki
Mariusz Paszko
Redaktor Naczelny - wywiady, gospodarka, wiedza, technologie, współpraca medialna i partnerska.

Podobne

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W górę