Słynna już ostatnio afera z ratusza w Inowrocławiu o tym, że urzędnicy pobierali pensje za hejtowanie konkurentów politycznych pokazuje też kilka innych aspektów.
Pierwszy to ten, o którym kiedyś mówiła Ewa Kopacz, że wtedy mieli 50 zawodowych hejterów i niebawem będą mieli 100. Kto wtedy mógłby przypuszczać, że będą oni opłacani z pieniędzy podatnika? A jednak.
To pokazuje kolejny aspekt, a mianowicie ten, że ówczesna władza była tak bezczelna i tak pewna siebie i swojej kolejnej wygranej, że jechała po bandzie. Myśleli, że będą na tych stanowiskach wiecznie i nikt nigdy im jej nie odbierze. Z pewnością, gdyby nie ta buta, zarozumiałość, bezczelność i pewnie przekonanie o tym, że są namaszczeni i wybrani – może to pochodzi od zleceniodawców przekonanych o wyjątkowości rasy aryjskiej – może byliby bardziej zapobiegliwi. W sumie lepiej, że nie byli. Wreszcie zaczyna wychodzić cała naga prawda.
Trzeci element to ten, że jednak w PO pozwala się na rozwój młodych kadr, a jednocześnie na pokoleniowość w partii i tradycje rodzinnych baronów w polityce. Ale pokazuje też tendencję odwrotną do ewolucyjnej. Według najnowszych badań bowiem, każde następne pokolenie jest inteligentniejsze od poprzedniego. Ta zasada jednak widać nie działa w przypadku tych, co wszystko dostali na talerzu. No i pycha kroczy przez upadkiem.
W przypadku posła Krzysztofa Brejzy można więc podejrzewać, że chciał zapewne stworzyć – za wzorem niemieckich mocodawców – coś na wzór biura propagandy Goebbelsa i jego metod. Można by nawet pokusić się o podejrzenie, że chciał też zaczerpnąć pewne elementy z departamentu magii od Himmlera.
Niemniej tak się to wszystko poukładało, że dzisiaj zamiast pasma sukcesów, mamy sprawę zalatującą smrodkiem powiększającej się porażki i można się pokusić o pewną parafrazę – „berejzę z nędzą”.
Ostatecznie nie mamy powodów do zmartwień, bo opozycja ma takiego szefa propagandy, na jakiego zasługuje i jakiego sobie wyhodowała.
Zdjęcie: Youtube/Newsweek Polska
Leave a Reply