W najnowszym tekście „Rosyjska gra pozorów wokół Ukrainy” opublikowanym na portalu Belsat.pl, Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, stawia odważną diagnozę: spotkania Putina z Trumpem oraz Zełenskim nie były żadnym przełomem w kierunku pokoju, lecz starannie wyreżyserowanym spektaklem politycznym.
Jak podkreśla:
„Rosja… chce zdominować, rozbroić i zwasalizować Ukrainę” – i ocenia, że dyplomatyczne gesty Kremla mają bardziej za zadanie zyskać czas i stworzyć wrażenie konstruktywnego dialogu niż realnie zakończyć wojnę. Zdaniem eksperta, cała narracja o „przybliżającym się pokoju” ma uspokajać Zachód i demobilizować wsparcie dla Kijowa, a w praktyce Moskwa konsekwentnie realizuje swoje pierwotne cele imperialne.
Alaska – pokaz siły czy dyplomatyczna pułapka?
Spotkanie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem na Alasce wielu komentatorów odebrało początkowo jako historyczne wydarzenie, które mogło otworzyć drogę do rozmów pokojowych. Symboliczny przelot amerykańskiego bombowca B-2 w towarzystwie myśliwców F-35 nad Anchorage miał pokazać siłę Stanów Zjednoczonych i stanowić ostrzeżenie dla Kremla. Jednak jak zauważa Konończuk, trzygodzinna rozmowa obu przywódców zakończyła się pustymi deklaracjami i brakiem konkretów.
Putin mówił o konieczności „usunięcia pierwotnych przyczyn kryzysu” i „przywrócenia równowagi bezpieczeństwa w Europie”. W praktyce oznaczało to próbę przeforsowania rewizji całego systemu bezpieczeństwa europejskiego, w którym Moskwa chciałaby uzyskać prawo weta wobec decyzji Zachodu. Trump natomiast zdawał się łudzić, że jego osobisty autorytet i doświadczenie biznesowe wystarczą, aby doprowadzić do przełomu.
Waszyngton – Zełenski nie daje się oszukać
Trzy dni później, w Waszyngtonie, Wołodymyr Zełenski spotkał się z prezydentem USA, Donaldem Trumpem. Aby uniknąć sytuacji, w której amerykański prezydent próbowałby wymusić na Ukrainie terytorialne ustępstwa wobec Rosji, do Białego Domu przybyli także kluczowi liderzy europejscy. Ta obecność była wyraźnym sygnałem, że los Ukrainy jest sprawą całego kontynentu, a nie jedynie dwustronnych rozmów między Kijowem a Waszyngtonem.
Konończuk zauważa, że tym razem tematem rozmów były gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, a nie oddawanie ziem. To ważny sygnał, że Ukraina zdołała uniknąć rosyjskiej pułapki, której celem było zepchnięcie odpowiedzialności za przedłużanie wojny na Kijów.
Żurawski vel Grajewski: pokój możliwy tylko poprzez zwycięstwo
Zdecydowanie ostrzej sytuację ocenia prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski. W wystąpieniu zatytułowanym „Pokój wymaga pokonania Rosji, więc go nie będzie” mówi wprost:
„Pokoju z Rosją nie da się osiągnąć przez ustępstwa” – podkreśla, wskazując, że każde oddanie terytorium byłoby de facto kapitulacją i zachętą do dalszej agresji.
Ekspert zwraca uwagę, że brak ostatecznych dokumentów po rozmowach Trump–Putin jest paradoksalnie korzystny dla Ukrainy. Oznacza bowiem, że nie doszło do podpisania niekorzystnych ustaleń, które mogłyby zagrozić jej suwerenności. Dla Żurawskiego „brak porozumienia” jest lepszy niż fałszywy pokój okupiony ustępstwami.
Iluzja pokoju jako strategia Kremla
Rosja nie prowadzi wojny o Donbas czy Krym – to tylko środki. Celem jest podporządkowanie całej Ukrainy, wyrwanie jej z orbity Zachodu i uczynienie z niej strefy wpływów, podobnej do Białorusi. Jak podkreśla Konończuk, Putin konsekwentnie odmawia traktowania władz w Kijowie jako pełnoprawnego partnera, nazywając je „marionetkami” i „reżimem bez mandatu”.
Z tego względu ewentualne spotkanie Putin–Zełenski, o którym mówi się od miesięcy, nie ma realnych szans na powodzenie. Gdyby do niego doszło, byłoby to raczej przyjęcie warunków kapitulacji niż negocjacja. Kreml woli mówić o „podnoszeniu dialogu na wyższy poziom” i „konieczności starannego przygotowania”, aby utrzymać Trumpa w złudzeniu, że jego mediacje mają sens.
Europejskie gwarancje – realne czy iluzoryczne?
Podczas rozmów w Waszyngtonie dyskutowano o gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy. Problem w tym, że miałyby one obowiązywać po zakończeniu wojny, a nie w jej trakcie. Administracja Trumpa sugeruje, że odpowiedzialność spadnie na Europejczyków, a USA pełniłyby jedynie rolę koordynatora.
Premier Giorgia Meloni wskazała na art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego jako wzorzec – Kijów domaga się właśnie takich twardych gwarancji, skoro nie otrzymał członkostwa w NATO. Jednak wielu obserwatorów wątpi, czy Europa jest gotowa na tak zobowiązujące rozwiązanie.
Rosja natomiast przedstawiła kuriozalną propozycję, by gwarantami pokoju były nie tylko USA i UE, lecz także… sama Moskwa oraz Chiny. W praktyce oznaczałoby to, że agresor miałby prawo blokować uruchomienie mechanizmu ochronnego. Prof. Żurawski vel Grajewski ocenił tę koncepcję jednym słowem: „absurd”.
Eksperci ostrzegają: teatr zamiast realnych ustępstw
Zarówno Konończuk, jak i Żurawski vel Grajewski, podkreślają, że Rosja gra na czas. Kremlowi chodzi o demoralizację Zachodu i zniechęcenie do dalszej pomocy dla Kijowa. Im dłużej trwa iluzja dyplomacji, tym większa szansa, że opinia publiczna w Europie i USA uzna wojnę za „nierozwiązywalną” i zacznie naciskać na porozumienie kosztem Ukrainy.
Z perspektywy Polski i państw regionu takie podejście jest szczególnie groźne. Jeśli Rosja osiągnęłaby sukces na Ukrainie, następne w kolejce byłyby inne państwa Europy Środkowej.
Wnioski: gra pozorów trwa
Cała sytuacja pokazuje, że Rosja nie zrezygnowała z imperialnych celów, a jej dyplomacja jest tylko uzupełnieniem działań wojennych. W tym sensie wojna będzie trwała, a jej wynik zależy od tego, czy Zachód zachowa determinację w dalszym wspieraniu Ukrainy.
„Naiwność administracji Trumpa pozwoliła Moskwie zyskać na czasie” – konkluduje Konończuk. Ukraińcy wiedzą, że nie mają alternatywy poza dalszą obroną, a dla Europy stawką jest nie tylko przyszłość Ukrainy, ale i cały system bezpieczeństwa na kontynencie.
Jerzy Mróz
Źródła: Belsat.pl, Radio WNET, Jagiellonia.org