Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > II wojna światowa > Czy Angela Merkel wyrzeka się nazistowskiej przeszłości swoich podwładnych?

Czy Angela Merkel wyrzeka się nazistowskiej przeszłości swoich podwładnych?

Do każdego tematu można podejść co najmniej z dwóch stron. Kontrolerzy NIK i CBA mówią nawet, że faktury trzeba sprawdzać z 6 stron, z każdego boku także. To taki ich żart firmowy. Czy do spraw niemieckich też należałoby podejść w podobny sposób?

Zainspirował mnie do napisania tego krótkiego tekstu artykuł Piotra Grochmalskiego w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” pod tytułem „Jak niemieckie media niszczą dumę Polski”. Szczerze polecam. Grochmalski opisuje w nim tło historyczne kompleksy i butę Niemiec oraz ich perfidię w stopniowym zawłaszczaniu polskiego rynku medialnego, począwszy od prasy lokalnej po media ogólnokrajowe.

Na temat ataku niemieckich mediów na Polskę w trakcie obchodów 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej pisze tak:

  • W niemieckiej mentalności nadal głęboko tkwi poczucie misji kulturowej wobec Polski i Europy. Według Niemców wielowiekowa praca kulturowa Berlina nad Wisłą i Wartą przesądziła o przynależności tych ziem do wyższego pod względem kulturowym organizmu. W tej perspektywie odzyskanie przez Polskę niepodległości jest kulturowym regresem.

Oczywiście jest to regres z niemieckiego butnego i spaczonego punktu widzenia.

Warto też dodać, że Niemcy są obecnie wściekli, ponieważ przez dwa pokolenia te właśnie niemieckie media próbowały „wychowywać” Polaków w poczuciu „bezhistoryczności i bezkulturowości narodu Polskiego”, o czym pisze w swojej książce „Długi kulturkampf. Pruskie i niemieckie wojny kulturowe przeciwko Polsce w latach 1975-1918” Grzegorz Kucharczyk. Niemcy w tej propagandzie – według Kucharczyka – chcieli przez ten długi okres manipulacji i prania mózgów swoim obywatelom utrwalić im i wmówić samym sobie, może też nadać usprawiedliwienia dla własnych agresji względem Polski, że całe Niemcy chcą widzieć „Polaków jako narodu niegodnego własnej państwowości”. Tak właśnie propaganda niemiecka urabiała swoich obywateli, żeby później rozpętać II wojnę światową. I tak trwa to nadal. Podobnie jest też w krajach takich jak Belgia czy Holandia albo Norwegia.

Co ciekawe – jak zauważa Grochmalski – „jeśli uważnie przyjrzeć się aktywności niemieckich mediów w Polsce, to widać, że takie myślenie nadal głęboko tkwi w świadomości Niemców. Ich atak na obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej, symbolu zwycięstwa odrodzonej Polski nad bolszewickim totalitaryzmem, łatwo wówczas zrozumieć”.

Warto przy tej okazji może jeszcze wspomnieć, że Niemcy po wypuszczeniu Lenina do Rosji, wpadły we własne sidła. Zadaniem Lenina jako niemieckiego szpiega i marksistowskiego rewolucjonistę było obalenie caratu, który stanowił już wtedy zagrożenie dla Europy Zachodniej, a na pierwszej linii tego zagrożenia były właśnie Niemcy, które po wyniszczającej pierwszej wojnie światowej nie byłyby w stanie obronić się same. Wypracowano więc koncepcję, żeby – podobnie jak pod Wiedniem przed islamem – postawić tarczę z Polski przed sowieckim bolszewizmem i ochronić Niemcy, bo Polak będzie do ostatniej kropli krwi bronił własnej ojczyzny. Niemcy nie zrobili nam wtedy żadnej łaski, ale najzwyczajniej ratowali własne tyłki. Jak wiemy, udało się to znakomicie, ponieważ Polakom udało się Rosję pokonać dwa razy – pierwszy raz za czasów Zygmunta III Wazy oraz w Bitwie Warszawskiej 1920 roku. Niemcom nie udało się to nigdy.

Przy tej okazji jednak odrodziło się państwo Polskie. Nie chcąc dać za wygraną elity niemieckie dalej wierciły dziury w głowach obywateli Niemiec o wyższości nad Polską, o rasie aryjskiej i w efekcie mieliśmy II wojnę światową. Po niej z kolei przyszedł czas na próby podboju gospodarczego i mentalnego, a od 1991 roku zaczęły się w Polsce pojawiać media Niemieckie, najpierw podstępem a później też w otwarty sposób.

Niemcy podeszli do tego jak zawsze z tzw. pruską precyzją i zaleceniami samego Reinharda Gehlena. Był on w armii Hitlera szefem wywiadu na Wschód, a po wojnie wkupił się w łaski Amerykanów kilkoma skrzyniami dokumentów, które wcześniej kazał ukryć w górach na terenie Austrii. Po wojnie był natomiast szefem BND i określał politykę Niemiec wobec Polski.

Pisał tak o Polakach i naszym ruchu oporu:

  • Nawet jeśli główne siły zostaną rozbite, sukces nie jest trwały, ponieważ jak do tej pory wola trwania wydobywała naród polski z każdej porażki. Jakże często siły oporu były zniszczone, a przywódcy zlikwidowani, a mimo to opór trwał dalej i szybko dawał o sobie znać we wzmocnionej formie. Ponieważ sięga on głęboko do polskiej narodowej duszy, zgasić do może albo likwidacja przyczyny pożaru, albo zniszczenie narodu polskiego.

Warto też dodać, że ten sam Gehlen wymyślił nazewnictwo dla „polskich obozów koncentracyjnych”. Obozy koncentracyjne były bowiem – jak wszyscy wiemy – zbudowane przez Niemców na ziemiach polskich, a on doskonale wiedział, że kilkadziesiąt lat później te same słowa nabiorą całkowicie innego znaczenia i będą mogły być z powodzeniem wykorzystane przeciwko Polsce, tym razem próbując nasz kraj niszczyć gospodarczo i chcąc doprowadzić do wyłudzenia wyimaginowanych roszczeń za „żydowskie mienie bezspadkowe”, które tak naprawdę było mieniem polskich obywateli.

I teraz przejdę do krótkiej konkluzji.

Kilka miesięcy temu na niemieckiego ambasadora w Polsce kanclerze Niemiec Angela Merkel wyznaczyła Arndta Freytaga von Loringhovena, którego ojciec służył w Wehrmachcie, a następnie był adiutantem w bunkrze Hitlera. Od kilku miesięcy polski rząd wstrzymuje jego przyjazd do Polski i oficjalne objęcie tu stanowiska.

Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński uważa karierę ojca spornego ambasadora za „typową” i tak ją opisuje:

  • Bernd Freytag von Loringhoven jako kapitan Wehrmachtu dowodził kompanią czołgów pod Stalingradem. Na początku 1943 r. po okrążeniu Niemców przez Armię Czerwoną został ewakuowany z kotła jednym z ostatnich samolotów. Awansował do majora, został oficerem sztabowym. Pod koniec wojny służył jako adiutant szefa sztabu sił lądowych gen. Heinza Guderiana, którego później zastąpił gen Hans Krebs. W tej funkcji brał udział w odprawach dla Adolfa Hitlera. W 1945 r. odbywały się one w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy

No i teraz warto się zastanowić nad tym, jakie będą dalsze decyzje Niemiec.

Czy wiedząc, że przeszłość ojca ambasadora będzie sprawdzona – a można być pewnym, że tak zakładano – Niemcy chcieli wywołać skandal, czy może raczej ktoś w niemieckim rządzie ma coś personalnie do pana Arndta Freytaga von Loringhovena? Może ktoś go po prostu nie lubi albo zaszedł komuś za skórę? A może pani kanclerz chce pokazać, że przy zbliżających się negocjacjach obecnego szefa polskiego MSZ prof. Zbigniewa Rau ustąpi i zmieni ambasadora pokazując, że współczesne Niemcy odcinają się do III Rzeszy? Może też być tak, że ustąpi Polska. Pewnie niedługo się dowiemy.

A może jest też tak, że zagranie Niemiec jest próbą poniżenia Polski i pokazania, że nawet bez personalnej obecności ich ambasadora w Polsce mają tu tylu agentów wpływu, mediów i donosicieli, że może on spokojnie pracować z Berlina?

jp/gazeta polska/swp
zdjęcie: yt/phoenix/International Institute for Counter-Terrorism (ICT)

Jan Ptasznik
Dziennikarz, publicysta - polityka, gospodarka, filozofia, socjologia
http://strefawolnejprasy.pl/

Podobne

W górę