Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Aborcja > „Krew za Krew” (opowieść o aborcjonistce)

„Krew za Krew” (opowieść o aborcjonistce)

Przyczepione niewidzialną nicią do płaszczyzny przejrzystego zwierciadła krople, niczym bąble powietrza na płaskiej tafli wody, zdawały się emanować jasnym światłem zaczerpniętym z zimnej neonówki zawieszonej pod sufitem. Szare płytki na ścianie swym przygnębieniem potęgowały to uczucie chłodu panujące w pomieszczeniu.

Cisza krzyczała swą głuchością zwiastując nadejście nocy. Lecz nie była to zwyczajna cisza. Był to iście cmentarny pomruk mroku wdzierający się do myśli niczym bezdźwięczne tornado. Raniła uszy, dudniąc swą niemą pieśnią samotności.

Przed lustrem stała kobieta, wlepiając smutne spojrzenie w swe odbicie. Jej oczy również zdawały się być zimne niczym lód. Nie miały wyrazu. Być może to nastrój panujący w szarej, sterylnej łazience dodawał im takiego uroku. Wyglądało jednak na to, że to raczej ich chłód wdzierał się w głuchą przestrzeń.

Było jednak coś, co nie pasowało w żaden sposób do pustki, oszczędnie urządzonej łazienki, ani też do panującej tu temperatury. Jasny kolor czerwieni wina podświetlony rażącym światłem spływającym z sufitu emanował ciepłym burgundem.

Lecz nie tylko to się nie zgadzało. Zarówno butelka, jak i zimny kryształ dostojnego kielicha znajdowały się na spłuczce od ubikacji. To było jak wejście z brudnymi butami w odgrodzoną od profanum sferę świętości. Kontrast wpływających na siebie i stykających się przedmiotów pochodzących z tak różnych światów był ogromny.

Dziewczyna wciąż wpatrywała się w swe odbicie, jakby miała go więcej nie ujrzeć. Z uśmiechem na twarzy podziwiała nagość i płaski brzuch. Delikatne kosmyki włosów w kolorze miodu spływały po aksamitnej skórze.

Nic dziwnego, że przyglądała się sobie, niemal pożerając odbicie lustra, z tak nieprzyzwoitym głodem obcowania z własnym ciałem. Była piękna. Choć pewnie gdyby nie była, to i tak pominęłaby ten fakt w swej wszechobecnej próżności.

Nagle uśmiech zniknął z jej twarzy. Oderwała spojrzenie od lustra, jakby zachwycający widok palił niemiłosiernym ogniem bólu i rozpaczy. Delikatnym smagnięciem dłoni pogładziła płaski brzuch, a w jej przezroczystą jaźń wbił się obraz rozłożystych rozstępów i zwisającej luźno skóry pokrywający gładkie, mleczne ciało.

Nie mogła do tego dopuścić. Wiedziała, że robi źle, ale jeden nonsens ciągnie za sobą drugi. Odkręciła więc czerwony kurek nad wanną, nie zastanawiając się nad motywem i nie analizując postępowania. Chciała mieć to już za sobą.

Ciepły strumień wody uderzał rytmicznie o metalową krawędź wanny niczym wpływający do rzeki wodospad. Maleńkie kropelki przypominające drobinki kryształów rozpryskiwały się na dnie, tworząc mgiełkę. Kobieta usiadła na skraju tego wypełniającego się ciepłem zbiornika. Zanurzyła dłoń w wodzie. Była za ciepła. Parzyła. Ale taka właśnie miała być.

Nalała wina do kielicha. Skosztowała. Każdy kolejny łyk przynosił ukojenie i wprowadzał ją w błogi stan rześkości i przyjemnej nieświadomości. Krew zaczęła szybciej przemieszczać się w pajęczynie żył przenikających jej ciało. Umysł wypełniał się pustką. Ale tak właśnie miało być.

Nawet nie zauważyła, że woda zaczęła wydzierać się z wanny mocząc podłogę. Ale to nic. Nie miało to żadnego znaczenia. Na nowo przekręciła kurek i srebrny kran zastygł w bezruchu.

Boso podeszła do szafki znajdującej się nad umywalką. Otworzyła drzwiczki. Znajdowały się tam kosmetyki, przybory do demakijażu oraz apteczka. W przypływie desperacji wysypała jej zawartość na mokre płytki podłogi. Pojawiły się przezroczyste fiolki z białymi tabletkami oraz papierowe opakowania z lekarstwami.

Furia powoli wdzierała się w jej umysł. Niczym wilczyca rozszarpująca zwierzynę pastwiła się nad pudełkami, brutalnie je rozdzierając i czytając farmakologiczne ulotki. Wreszcie znalazła to, czego szukała.

Jakiś mocny antybiotyk. Nieważne. Grunt, żeby zadziałał. Przeczytała przeciwwskazania – „Nie stosować u kobiet ciężarnych. Grozi poronieniem”. Lecz o to przecież chodziło.

Musiała pozbyć się tego bezwładnego bytu, który bez pytania niczym pasożyt wdarł się w jej łono. Drżącą dłonią pochwyciła garść śmiertelnych tabletek. Mali zabójcy zniknęli w jej wulgarnych ustach.

Zanurzyła się w wannie. Wino rozrzedziło krew, gorąca woda sprawiła zaś, że zaczęła ona szybciej pulsować, przemieszczając się w żyłach z prędkością po-ciągu pośpiesznego. Zamknęła oczy, pogrążając się w błogiej ciemności. Ciało paliło gorączką grzechu. Leżała tak, relaksując się chwilą, aż woda ostygła.

Nic się jednak nie zmieniło. Nic, na co czekała. Ale nie dawała za wygraną. Wciąż łudziła się, że to nastąpi. Chcąc zabić czas, chwyciła ostrą jak brzytwa maszynkę do golenia z białej szafeczki znajdującej się obok wanny. Zaczęła golić nogi, wciąż uciekając myślami od niechcianego pasożyta wijącego się w jej brzuchu.

Nagle woda zabarwiła się krwią. Lecz nie było to zasługa jednorazowej maszynki. Skóra na nogach była gładka. Bez najmniejszego zadrapania. Życie uchodziło z jej wnętrza.

Uświadomiła sobie, że stało się „już”. Grobowa cisza znów ugodziła uszy, szumiąc w umyśle niczym stado żmij. Samotność stała się nie do wytrzymania. Szare ściany krzyczały pustką.

Zrobiła to. Zabiła. Lecz wbrew założeniom nie przyniosło to zamierzonego efektu. Zamiast spokoju i radości z odzyskania wolności oraz pozostania przy pięknej figurze pojawiło się uczucie straty i żalu.

Samotność doskwierała niczym metalowe gwoździe wbijane z gniewem w ciało rozpiętego na krzyżu Chrystusa. Ona również uderzyła młotem grzechu uśmiercając swojego Boga. Żal do reszty wypełnił jej czarne, skryte mrokiem serce.

W tym niepokojącym przypływie jasności umysłu zrozumiała swoją małostkowość i głupotę. Samotność nie ustanie już nigdy, bo oto na zawsze straciła cząstkę siebie. Mrok, który wniknął w jej duszę, niczym przenikająca świat noc, nigdy nie ustanie. Nie pozwoli zapomnieć. Zapłakała.

Czarne tumany oderwanych od kontekstu myśli kłębiły się niczym robactwo zalęgnięte w jej głowie. Żałowała. Lecz było już za późno. Zapłakała nad losem swojego nienarodzonego dziecka. Nie myślała już o nim jak o pasożycie. Dopiero teraz zrozumiała, że całą sobą kochała tę kruszynkę. Ale jej już nie było. Odeszła. Umarła. Umarła? Nie, nie umarła. Została zabita.

W swej małostkowości i bez żadnych skrupułów zniszczyła nienarodzoną iskierkę nadziei. Na próżno zapragnęła znów poczuć niczym nierozerwalną więź między nią a tą niewykształconą istotą, bezbronną duszyczką. Jej samotność stała się zupełna.

Spojrzała w lustro, odwracając spojrzenie od plamy czerwieni przenikającej wodę. Nie ujrzała jednak siebie w odbiciu lecz twarz zupełnie obcej kobiety. Morderczyni – wołało zwierciadło. Pozbawiona uczuć aborcjonistka! Tak. To prawda – wyznała w duchu, lecz przyznanie do winy nie przywróciło spokoju.

Nie mogła zebrać myśli. Nie chciała. Jedyne czego pragnęła, to na nowo złączyć się z tym całkowicie uzależnionym od niej maleńkim bytem. Ale jego już nie było. Odeszło.

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ścisnęła ze złością plastikowy trzon jednorazowej maszynki, którą zaczęła malować barwne i soczyste plamy na własnych nadgarstkach.

Po chwili cała woda zabarwiła się krwią. Przez moment zdawało jej się, że słyszy płacz swojego nienarodzonego dziecka. Ale to była tylko głucha cisza. Cisza pogłębiająca się w sobie z sekundy na sekundę zdająca się być wiecznością gniewu, żalu i rozpaczy.

W ciemności próbowała dogonić uciekający z niej byt. Goniąc życie, goniła za śmiercią. Odeszła. Umarła zabita jednorazową maszynka do golenia, własną próżnością, płytkością oraz brakiem skrupułów.

*****

Opowiadanie to pochodzi ze zbioru opowiadań Pauliny Matysiak pt. „Mroczne Bajki Dla Dorosłych” (2011). Publikowane było również w Miesięczniku Prowincjonalnym. Podczas, gdy nowoczesne feministki domagają się zabijania dzieci na czarnych marszach, a lewaccy pisarze tworzą opowiadania o braku tolerancji dla dewiacji seksualnych, warto skłonić się nad losem mordowanych dzieci…

FRAGMENTY RECENZJI ZBIORU „MROCZNE BAJKI DLA DOROSŁYCH”:

To prawdziwa uczta emocjonalna, podczas której mamy okazję zasmakować smutku, wzruszenia, a nawet brutalności. W tych opowieściach nie ma miejsca na pochwałę człowieka, bowiem ukazano w nich tą złą stronę naszej natury. Złą stronę, ale tak bardzo inspirującą i ciekawą za sprawą wielu pragnień, a także namiętności.” – Redakcja „FREE RADOM”

Autorka, pomimo, że jest kobietą nie stroni od przemocy, wręcz przeciwnie, ukazuje ją w niezwykle sugestywny sposób, tak jakby bawiła się cierpieniem ofiar. Te, często łączą się scenami seksu, równie obrazowo przedstawionymi, co z pewnością ucieszy wielu czytelników, biorąc pod uwagę sukces, jaki osiągnęła książka o „twarzach Greya”. (…) Oczywiście nie każda bajka, przynosi ze sobą seks i morderstwo, znajdziemy tu też wiele innych pomysłów – genialna bajka: „Nie oglądaj się za siebie” – na scenariusz, o których nie można za bardzo pisać, bez zdradzania szczegółów i tzw. „spojlerów”. Ogromna siła książki polega na pomysłowym prowadzeniu historii, nie będę, więc Wam psuł przyjemności z czytania.” – Redaktor bloga „PÓŁKA Z KULTURĄ”, jaroslawd.blogspot.com : http://jaroslawd.blogspot.com/2013/01/recenzja-mroczne-bajki-dla-dorosych.html

zdjęcie: pxhere.com

Paulina Matysiak
Redaktor - wywiady, kultura, pisarka, felietonistka
http://www.strefawolnejprasy.pl

Podobne

W górę