Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Bezpieczeństwo > PREZES BUMARU-ŁABĘDY S.A.: NIE MOŻNA WIECZNIE DOKRĘCAĆ KÓŁ

PREZES BUMARU-ŁABĘDY S.A.: NIE MOŻNA WIECZNIE DOKRĘCAĆ KÓŁ

Chcemy, aby rozwiązania stosowane w modernizacji były oparte na polskiej myśli technicznej, a jednocześnie konkurencyjne wobec dostępnych na rynku rozwiązań zagranicznych – mówi Marek Grochowski, prezes zarządu Zakładów Mechanicznych „BUMAR-ŁABĘDY” S.A. i Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych „OBRUM” sp. z o. o.

BUMAR dokłada potężną cegiełkę do pancernego potencjału Polski. Jaki jest wkład firmy w rozwój sektora?

Obecnie oprócz nas na rynku obronnym działa kilka innych podmiotów, które prężnie się rozwijają i w ostatnich latach poczyniły szereg inwestycji. My w dalszym ciągu specjalizujemy się w ciężkim sprzęcie, a zwłaszcza pojazdach na podwoziach gąsienicowych. W tej wąskiej specjalizacji przemysłu zbrojeniowego jesteśmy na krajowym rynku liderem, o czym świadczy chociażby kontrakt na Leopardy – największy projekt modernizacji realizowany aktualnie przez polską armię. W drugim kwartale bieżącego roku prowadziliśmy rozmowy ukierunkowane na zwiększenie liczby modernizowanych pojazdów, a także wzrost zakresu ich funkcjonalności, żeby były jeszcze lepszymi produktami, niż wówczas gdy negocjowano pierwsze warunki umowy.

Nasza Spółka pozyskała do modernizacji 14 dodatkowych sztuk czołgów. Poza tym mamy w ofercie szereg innych produktów, w tym  również serwis wozów wsparcia bezpośredniego, które są na wyposażeniu polskiego wojska. W tym zakresie również posiadamy największe kompetencje w branży. Ostatnio, lista naszych wyrobów zwiększyła się o nowe produkty, a mianowicie mosty MS-20 na podwoziu samochodowym, które w zeszłym roku zostały przekazane na potrzeby polskiej armii. Ich niezwykle skomplikowana, unikalna na skalę europejską konstrukcja została opracowana w ośrodku badawczo-rozwojowym OBRUM.

Już teraz polska armia zgłasza zapotrzebowanie na kilkadziesiąt kolejnych produktów, ale chcemy zainteresować naszymi mostami również służby cywilne, odpowiedzialne za reagowanie w czasie klęsk żywiołowych. Długość naszych mostów jest dostosowana do przepraw w większości zagrożonych miejsc.

Czy obecne czasy sprzyjają rozwojowi nowych technologii w branży zbrojeniowej, a tym samym rozwojowi „BUMARU-ŁABĘDY”?

Nie ukrywam, że w ostatnich latach spółka nie posiadała autorskiego produktu. Teraz sytuacja bardzo się zmieniła. Oprócz wspomnianego projektu, w fazie końcowej znajduje się projekt i opracowanie  dokumentacji dotyczącej mostu o długości 40 metrów na podwoziu samochodowym. Dwa prototypy zostały przygotowane na potrzeby wojska. Myślimy również o wzbogaceniu portfolio o znacznie dłuższy most pontonowy, choć to wciąż dość odległa perspektywa ze względu na nakłady, jakich wymaga projekt.

PGZ zakłada intensywną współpracę spółek zbrojeniowych. Czy widzi pan już jej efekty?

Oczywiście. My najwięcej wspólnych projektów prowadzimy z OBRUM i naszą spółką córką „BUMAR-MIKULCZYCE”, ale w ostatnich miesiącach podjęliśmy szereg działań, żeby zweryfikować możliwości wytwórcze spółek w ramach Grupy PGZ, m.in. w zakresie modernizacji – wbrew pozorom podatnego na nowinki – czołgu T-72, którego byliśmy producentem. Propozycja, jaką dziś kierujemy do polskiej armii, opiera się o polski przemysł, a zwłaszcza spółki PGZ. Chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, gdzie polski przemysł nie będzie wzmacniany wyłącznie przez emisję zamówień na podzespoły, lecz także przez rozwijanie kompetencji.

Chcemy, aby rozwiązania stosowane w modernizacji były oparte na polskiej myśli technicznej, a jednocześnie konkurencyjne wobec dostępnych na rynku rozwiązań zagranicznych. Liczymy na zmianę myślenia w polskiej armii na długofalową perspektywę oraz zmianę podejścia do rozwoju przemysłu obronnego. Wieloletnie plany inwestycyjne pozwalają spółkom takim jak nasza ukierunkować rozwój.

Mało tego, realizacja każdego projektu oraz wdrożenie jego efektów to proces zarówno kosztowny, jak i czasochłonny. Mamy zdolnych, kompetentnych inżynierów oraz możliwości produkcyjne, ale nie wykonamy projektu z dnia na dzień. Jednocześnie rozwój myśli technicznej wymaga nakładów finansowych. Jeżeli nie łożymy na wsparcie innowacji, nie oczekujmy kreatywności i konkurencyjności polskiego sektora obronnego. A pamiętajmy, że świat nie śpi i nie czeka na spóźnionych.

Jak dziś wygląda portfel zamówień spółki „BUMAR-ŁABĘDY”? Zlecenia na rzecz wojska są dominujące?

Oczywiście mamy ofertę dla odbiorców cywilnych, ale proszę pamiętać, że ponad 60 lat temu zakład został utworzony do produkcji czołgów – od śrubki po wyrób końcowy, co dziś nie do końca odzwierciedla realne zapotrzebowanie rynku. Mamy nie w pełni wykorzystany potencjał produkcyjny, podczas gdy szereg zespołów i części zlecamy podwykonawcom zewnętrznym. Zakład wymaga unowocześnienia, aby ograniczyć koszt finalnego produktu.

Widzimy konieczność restrukturyzacji, ale nie w wymiarze personalnym, bo w ostatnich latach zatrudnienie spadło w firmie z kilkunastu tys. do 850 osób. Cały czas trwają prace nad modernizacją czołgu Leopard 2A4 do wersji Leopard 2PL, który jeszcze w tym roku chcielibyśmy oddać w ręce armii.

Czy polski przemysł obronny jest w stanie samodzielnie sprostać potrzebom sił zbrojnych?

Chciałbym wierzyć, że w perspektywie 15 lat będziemy w stanie. Może nie w 100 proc, ale w 80–90 proc. jest to jak najbardziej realne. Jednak to wymaga czasu. Musimy mieć świadomość, z czym się mierzymy i odbudować kompetencje, które na pewnym etapie zostały mocno zaniedbane. Kiedy postawimy na nogi obszar B+R, będziemy w stanie zaoferować polskiemu wojsku produkty, które w niczym nie będą ustępowały ofercie zagranicznych konkurentów.

Zarządza pan jednocześnie firmą produkcyjną i spółką o profilu badawczym. Co z pańskiego punktu widzenia odpowiada w Polsce za kulejącą współpracę między środowiskiem biznesu i nauki?

Niestety dość często bywa tak, że oczekiwania zamawiającego są rozbieżne z tym, co można osiągnąć w praktyce. Firmy takie jak OBRUM muszą się dostosowywać do oczekiwań klienta. Jeżeli te są racjonalne, możemy zaoferować rozwiązanie, które dotrze do etapu komercjalizacji. Zdarza się jednak, że oczekiwania zleceniodawcy przekraczają możliwości produkcyjne. Mówię przede wszystkim o astronomicznych kosztach, bo konstruktor może zaprojektować wszystko, ale problem pojawia się, gdy projekt trzeba przenieść z papieru do rzeczywistości.

Polscy wynalazcy mają wiele pomysłów, o których europejscy projektanci mogą najwyżej pomarzyć. Z tego względu często są podkupywani przez zagraniczne podmioty. Niestety na końcu wszystkiego jest twarda ekonomia – możemy wymyślać różne ciekawe rozwiązania, ale potem trzeba je sfinansować. W naszym interesie leży, aby już dziś rozwijać kompetencje, a w efekcie móc zaoferować wartościowe projekty i produkty. W przeciwnym razie zostanie nam dokręcanie kół do czołgu.

Jaki będzie dla firmy bieżący rok?

Chciałbym wierzyć, że przełomowy. Realizacja modernizacji Leopardów to projekt, który powinien ustabilizować firmę. Jestem przekonany, że rozmowy na temat czołgów T-72 skończą się jeszcze w tym roku – oby z pomyślnym wynikiem. Wierzę, że jako jedyna firma w Polsce, która ma kompetencje, by modernizować tego typu pojazdy, będziemy w stanie sprostać wymogom zamówienia, bo mamy ku temu warunki. Liczę, że dzięki temu BUMAR znów stanie się liczącą marką na rynku. Jednocześnie na naszą działalność duży wpływ ma otoczenie zewnętrzne.

Jeżeli nie będzie woli politycznej do tego, żeby zakład się rozwijał i unowocześniał, to tak się nie stanie. Ambicją Zarządu naszej Spółki oraz PGZ nie są bieżące naprawy, lecz nowe wyzwania i zaawansowane projekty. Jesteśmy gotowi realizować kolejne działania, w ramach których wykorzystamy swój potencjał i w pełni pokażemy nasze możliwości. Na pewno skupimy się na naszym wiodącym segmencie działalności, czyli produkcji dla wojska, co nie znaczy, że całkowicie rezygnujemy z oferty o przeznaczeniu cywilnym, tę jednak traktujemy jako wartość dodaną.

W najbliższym czasie planujemy unowocześnić nasz poligon, który służy testowaniu produktów, również przez podmioty zewnętrzne, które nie mają takich warunków. Liczymy na nowe kontrakty i przekonanie krajowej branży obronnej, że jesteśmy w stanie sprostać wymaganiom wojska, a także pozyskać zagranicznych odbiorców. Za taką wiarą pójdą pieniądze na badania i rozwój, a wówczas będziemy konkurencyjnym sektorem oferującym produkty, które nie będą odbiegały od tych dostępnych na rynkach zachodnich. Już dziś wiele armii europejskich podpatruje nasze projekty i pyta o nasze mosty, które jakościowo są bez zarzutu, a dodatkowo mają przewagę w postaci atrakcyjnej ceny. Mam nadzieję, że w przyszłości takich przykładów będzie znacznie więcej.

Na ten rok przypada 50-lecie spółki OBRUM. O jakie prognozy dla niej by się pan pokusił?

OBRUM jest autonomicznym ośrodkiem badawczo-rozwojowym, który wywodzi się z BUMARU, ale jest od niego niezależny. Z racji bliskości i powiązań jesteśmy dla OBRUMU firmą produkcyjną. W gliwickiej  jednostce badawczo – rozwojowej, grupa projektantów rozwija segment symulatorów i trenażerów, w Polsce niestety pominięty w działaniach modernizacyjnych armii.

W codziennej pracy ściśle współpracujemy z Politechniką Śląską i chętnie podejmujemy się projektów realizowanych na potrzeby rynku cywilnego. W tym roku obchodzimy 50-lecie OBRUMU i wierzę, że dla tej spółki też nadejdą złote lata.

Rozmawiał Mariusz Gryżewski

Publikacja za zgodą: FAKTY Magazyn Gospodarczy

Podobne

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W górę