Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Kultura > MUZYKA TO NIE TYLKO SIEDEM DŹWIĘKÓW – rozmowa z Izabellą Żebrowską

MUZYKA TO NIE TYLKO SIEDEM DŹWIĘKÓW – rozmowa z Izabellą Żebrowską

Rozmowa z Izabellą Żebrowską, artystką skrzypkiem

MS: Czy skrzypce są trudnym instrumentem?

IŻ: Skrzypce to bardzo trudny instrument ale przede wszystkim instrument bardzo wymagający. Zarazem bardzo piękny i dający dużo satysfakcji. Często spotykam się z podobnym pytaniem od ludzi którzy słuchają moich koncertów. Śledząc ruchy moich rąk i palców wydaje się ze to jest tak naturalne i wcale nie trudne… Jak to jest, że moje palce wręcz śmigają po gryfie, a tam przecież nie ma żadnych progów? Skąd ja wiem, gdzie palec postawić… Wiem. Wiele godzin ćwiczenia , setki i tysiące razy powtarzania tego samego układu palców na gryfie sprawiają ze jestem pewna ze zagram dobrze. Hahaha… ze słowem „pewność” to jednak przesadziłam… na scenie podczas koncertu granego na żywo nie ma „pewności” nie ma 100 procent i nigdy nie wiadomo co się wydarzy. Ale to chyba właśnie piękno koncertów granych na żywo.

MS: Jak długo uczyła się Pani gry na skrzypcach? I… dlaczego Pani się tym zainteresowała?…

IŻ: Uczę się cały czas. …(Śmiech)… wiele lat , proszę wybaczyć ale nie powiem ile lat…Cale moje życie podporządkowane jest nauce gry na skrzypcach. I myślę ze żaden instrumentalista nie powie Panu ze uczył się tyle a tyle lat…i już się nauczył… 17 lat nauki muzyki w szkołach dało mi bardzo mocną podstawę. Cenie klasyczny aspekt edukacji ale począwszy od czasów studenckich trzeba było zaadoptować się do rzeczywistości … Uczyć się tego co było wymagane na Akademii Muzycznej ale być też otwartym na inne style i możliwości.

A… Druga cześć pytania. Dlaczego skrzypce? Będąc dzieckiem chciałam zostać detektywem albo policjantem… albo archeologiem, ale moja mama grała na skrzypcach. W przygnębiającej szarości lat 80 tych była dla mnie zawsze taka śliczna, piękna… Szykowała się na koncerty, miała pięknie ułożone włosy, makijaż, stroje. To wszystko było czymś niebywałym i baśniowym dla mnie – małej dziewczynki. To wtedy zakochałam się w skrzypcach. Wydawało mi się, że skrzypce są równoznaczne z tą moją piękną mamą… Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, w co ja się tak właściwie pakuję… I ile pracy wymaga granie na tym instrumencie.

MS: Mama skrzypaczka, ale tato lekarz kardiolog… Czy wybrana przez Panią droga muzyczna podobała się obojga rodzicom?

IŻ: Moi rodzice chcieli, abym uczyła się grać na instrumencie. Najbliższe w rodzinie były skrzypce. I pamiętam, że mama i tata zawsze byli obecni w momentach dla mnie ważnych. Przy egzaminach, na koncertach czy recitalach… Niechby się paliło, waliło, zawsze byli i zawsze mnie bardzo wspierali. Do tej pory pamiętam, że po występach zawsze razem szliśmy na lody, na ulicę Piotrkowską.

MS: Skrzypce kojarzone są z godzinami mozolnych i często nudnawych ćwiczeń. Nauka gry na skrzypcach jest często przedstawiana jako wręcz kara dla dziecka.

IŻ: Przymuszanie dziecka do gry na instrumencie może skutkować w przyszłości wielką trauma. Nie popieram tego. Ale owszem, Ja sugeruje Rodzicom naukę gry – najlepiej na instrumencie klawiszowym. Rozwija to wiele zmysłów i jest pomocne w rozwoju dziecka. To codzienne ćwiczenie i nauka. Wymaga skupienia i poświęcenia czasu.

MS: Muzyka pochłonęła Panią do reszty…

IŻ: Będąc już w liceum muzycznym koncertowałam z orkiestra kameralna. Wyjeżdżaliśmy tez poza Polskę. Graliśmy dużo koncertów. To nie była już tylko nauka w murach szkoły. Zaczął się dla mnie już inny świat. Świat w którym grałam powiększył się. Uczyłam się dodatkowo angielskiego, niemieckiego, francuskiego. Miałam już wtedy swój kwartet, z którym graliśmy w restauracjach, w knajpach łódzkich. I nie ograniczałam się tylko do muzyki klasycznej.

Na studiach na Akademii Muzycznej grałam we wszystkich możliwych orkiestrach kameralnych. Byłam najmowana jako skrzypek do orkiestr w Polsce i za granica i gdzie tylko udało mi się znaleźć tzw. job. Miałam fantastyczny duet, z którym grałam praktycznie w każdy weekend moich studiów. Z moim Trio i Kwartetem grałam w pubach, hotelach i restauracjach.. Chciałam grać i rozwijać się. Chciałam grać dla ludzi. Muzyka, jak zrozumiałam, to nie tylko piękna klasyczna melodia grana w tle do tzw. „ kotleta” albo trudna i karkołomna wirtuozeria, która docenią znawcy muzyki poważnej.

Muzyka to cos co sprawia radość, wyzwala emocje. Moje i słuchaczy. Zrozumiałam, że muzyka może być produktem, który można i trzeba sprzedać.

MS: Produkt? Knajpy? Restauracje? Nie wydawało się Pani, że profanuje tak zacny instrument?

IŻ: Nie. Szanuje koneserów muzyki poważnej i chylę czoła przed muzyka klasyczna. To dla mnie podstawa. Sama mam przecież klasyczne wykształcenie i jestem wdzięczna za możliwość studiowania pod okiem znamienitych profesorów. Ale – jak wszyscy przecież- potrzebowałam własnych pieniędzy. A to co robiłam cieszyło innych ludzi i jeszcze za to mi płacono. Oczywiście niektórzy mogą się oburzać słysząc ze muzyka jest produktem i nie będą chcieli się z tym oficjalnie zgodzić… Ale taka jest prawda. Skrzypce kojarzą się ludziom ze sztywnością, filharmonia, powaga a nawet nudą… Trudno to zmienić. A przecież skrzypce, proszę mi wierzyć mogą zagrać każdy rodzaj muzyki. Czy to jazz, pop, country & western czy muzyka klasyczna właśnie… W dzisiejszych czasach artysta konkuruje przede wszystkim z „Czasem Wolnym”. Z nieograniczona liczbą możliwości zagospodarowania wolnego czasu odbiorcy. Dla artysty oznacza to miedzy innymi wszechstronność i podążanie za potrzebami rynku.

MS: Pani doskonale połączyła powagę instrumentu z muzyką popularną, tworzyła i tworzy nadal niebywałe widowiska sceniczne. Nie jest Pani pierwszą i jedyną, która na całym świecie, odkrywa magię smyczków. Doskonale sprzedaje się taka właśnie muzyka, a artyści robią prawdziwą furorę. Tego ludzie chcą po prostu słychać.

IŻ: Ja nigdy nie chciałam grać dla samej idei. Na moich koncertach mam komplet publiczności nie dlatego ze jestem skrzypkiem grającym muzykę poważną, ale dlatego ze proponuje szerszą, bogatszą rozrywkę. Nie oszukujmy się… Człowiek jest wzrokowcem. W dzisiejszych czasach panuje „multitask”, jesteśmy przyzwyczajeni do robienia wielu rzeczy w tym samym czasie. Można się zastanowić – jeśli mój potencjalny widz może posłuchać super wykonania na najnowszym nośniku dźwięku który właśnie zainstalował w swoim domu , wygodnie siedząc w swoim ulubionym fotelu w bamboszach, pijąc ulubiony trunek – to po co ma się on trudzić i jechać na koncert ? Dużo jest miłośników muzyki klasycznej dla których profanacją jest współczesne i nowatorskie aranżowanie utworów klasycznych. Doskonale to rozumiem i szanuje, ale jednocześnie nie wstydzę się tego co robię. Z moich koncertów ludzie wychodzą zadowoleni, nieomalże tańcząc w ich trakcie. A potem wracają, aby posłuchać mnie ponownie. Jeśli zachęcę i przekonam kogoś do słuchania skrzypiec to proszę mi wierzyć ze będę się z tego bardzo cieszyła.

W pewien sposób łączę klasyczny styl grania na instrumencie z innymi, nowszymi trendami w muzyce. Częściej gram obecnie z big bandami niż z orkiestrami klasycznymi, a to już narzuca inny styl uprawiania muzyki. Tu jest perkusja, gitara basowa, gitary elektryczne, saksofony. Często po prostu idziemy przez to w pop czy rock… Każdy muzyk na scenie ma swój własny styl i ja również przez lata taki wypracowałam. Jestem nie tylko skrzypaczką, ale też entertainerem, który tworzy cały wielki show. Nie występuję na scenie jedynie grając na skrzypcach, tworzę spektakl.

MS: Panią łatwiej jest dzisiaj spotkać na koncertach za granicą, niż w naszym kraju. Ma Pani porównanie polskiej i zagranicznej publiczności. Zauważa Pani jeszcze diametralne różnice?

IŻ: Czasami tak, aczkolwiek rzadko. Dostrzegam różnice w wyrażaniu emocji, w braku spontaniczności. Myślę, ze wynika to z obawy aby mnie nie urazić jako skrzypaczki. Skrzypce często kojarzone są z powagą, klasyką i skupieniem. Może wydawać się ze spontaniczne zachowanie podczas koncertu po prostu nie uchodzi…

MS: Odwieczny dylemat czy klaskać wtedy kiedy coś mi się spodoba, czy wtedy kiedy już można…

IŻ: Tak. Oraz w jaki sposób zaklaskać? Chcielibyśmy wstać, zatańczyć, wybuchnąć euforią, ale nie wypada. Dlaczego? Ano dlatego, że to są skrzypce, że to jest skrzypaczka. Oczywiście są pewne standardy zachowań i nie wyobrażam sobie aby podczas koncertu muzyki poważnej w sali filharmonii publiczność miała reagować tak jak podczas koncertu rokowego w arenie. Kiedy będąc na scenie gram na skrzypcach daje publiczności jak najwięcej z siebie. Przekazuje całe moje emocje aby właśnie wszystkich ludzi podnieść z krzeseł, żeby sprawić im tak wielką radość i frajdę.

A wracając do pytania o publiczność… Nie ma znaczenia, czy jest ona polska czy innej narodowości. Publiczność jest publicznością. Na całym świecie ludzie reagują podobnie. To samo kochają, to samo sprawia że płaczą lub się śmieją.

MS: Manipuluje Pani swoją publicznością?

IŻ: Nie. Ale to jest mój show, ja go prowadzę, ja go stworzyłam. Często mówię o Polsce, o naszej trudnej historii. Opowiadam o swoim życiu, życiu moich rodziców i dziadków… Czaruję, zabieram w mój świat. W świat przeze mnie wyreżyserowany, stworzony, ale i bardzo przeze mnie kochany. Ogromne znaczenie ma dla mnie szczerość. Zdarza się, ze sama jestem wzruszona i ciężko zapanować mi nad głosem.

MS: Pani koncerty to prawdziwe spektakle. Na scenie emanuje Pani emocjami, ekspresją, entuzjazmem. To jest prawdziwe oblicze artysty, czy tak się po prostu produkuje teraz takie widowiska?

IŻ: Każdy z nas ma swój własny styl. Ja uważam ze na scenie nie ma miejsca na fałsz. Publiczność dostrzega autentyzm i go nagradza. Nie toleruje jednak udawania. Muzyka to nie tylko dźwięki to przede wszystkim emocje, które ja chce przekazać w taki sposób aby widownia je odczytała i odczuła. Od początku występu mam tylko 3-4 minuty na stworzenie odpowiedniej atmosfery i przekonanie widowni ze dokonali najlepszego wyboru przychodząc na mój show.

MS: Tworzy Pani swoje muzyczne spektakle na scenach ogromnych wycieczkowców, zawijających do odległych i egzotycznych dla nas portów. Kiedyś granie na statkach było w branży postrzegane w dość specyficzny sposób. Grało się dla pieniędzy, chałturzyło do kotleta. Nadal takie opinie Pani słyszy?

IŻ: Osobiście nie spotykam się z podobnymi opiniami, ale taki pogląd może nadal krążyć wśród muzyków, którzy na statkach pasażerskich nigdy nie byli… Nie ma nic złego w graniu do tzw „kotleta”, jeśli robi się to z pasją. …Nigdy nie wiadomo kto tego kotleta w tym momencie je… Granie dla pieniędzy? Oczywiście. Artysta muzyk to zawód, bardzo trudny, którego uczyłam się 17 lat. Na statkach pasażerskich występuje w salach teatralnych które mogą pomieścić 1,5- 2 tyś widzów. Sprawia mi to wielką radość i satysfakcję. Mam do dyspozycji ogromne możliwości techniczne sceny oraz orkiestrę typu big band. Panuje duża konkurencja ale doceniany jest talent, szanuje się tez czas.

MS: Nie przekona mnie Pani, że jest tam wszystko takie cudowne i nie zdarzają się sceniczne wpadki…

IŻ: Ależ są i nie będę Pana okłamywała, że ich nie ma. Na początku roku leciałam przez dwa dni na Samoa, na występy i… praktycznie po wyjściu z samolotu musiałam zagrać show wieczoru. Proszę sobie wyobrazić jak wyglądałam i jak się czułam. Od wejścia na pokład statku i króciutkiej próby, miałam tylko 45 minut do koncertu. Przyznam się, że nie wiedziałam co tak naprawdę zagram i jak to wyjdzie… Ale „show must go on”! Scena jest przedziwnym miejscem, gdzie zmęczenie odchodzi momentalnie.

MS: Scena sceną, ale żyje Pani cały czas na walizkach… Nie namawiam, ale czy nie myślała Pani, aby to wszystko rzucić, nie latać po całym świecie i koncertować na spokojnie w Polsce?

IŻ: Przyznam, ze coraz częściej o tym myślę. Życie na walizkach bywa bardzo męczące i wyczerpujące. Ciągła zmiana klimatu oraz stref czasowych nie wpływa tez korzystnie na formę muzyczną… Ale trudno zrezygnować z tak wielkiej i wspaniałej przygody. Ja przez wiele lat miałam możliwość łączenia swoich 2 wielkich pasji – muzyki i podróży. I szczerze powiedziawszy – kocham moją pracę.

MS: Czuje Pani tremę przed wejściem na scenę?

IŻ: Tak, zawsze. Każdy show jest inny. Tworzą go muzycy, akustycy, oświetleniowcy, ludzie których nie widać ale są na back stage i mają swoje zadania do realizacji podczas wieczoru. Show tworzy tez publiczność. Ja nie mogę przewidzieć czy wszystko odbędzie się zgodnie ze scenariuszem. Staram się i bardzo mi zależy na jak najlepszym zagraniu i kontakcie z widzami. Na szczęście moja trema jest raczej konstruktywna i nie przeszkadza.

MS: No i na koniec…. Ma Pani jeszcze co robić na scenie?

IŻ: Mam! Mówi się, że muzyka składa się tylko z siedmiu dźwięków… Nie wiem co by powiedział Mozart, gdyby teraz posłuchał co dzieje się z jego twórczością. A był innowacyjnym artystą w swoich czasach… Zakładam, ze tworzył muzykę „rozrywkową” służącą radości i zabawianiu ludzi. Nie wiem co powiedziałby o mojej muzyce, ale wiem, że z muzyką można zrobić cuda i nigdy nie mieć jej dość. Tak, jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Nie jestem jednak twórcą muzyki, jestem twórcą spektaklu w którym skrzypce odgrywają główną rolę. Nie wiem czy jestem specjalnie innowacyjna, być może czasami… Chcę przynosić jednak ludziom radość, ponieważ muzyka jest radością. Satysfakcję przynosi mi to, że ludzie bawią się na moich koncertach, i bardzo szczerze przyznają, ze nie spodziewali się aby kiedykolwiek skrzypce porwały ich z miejsc.

MS: Życzę Pani owacji na stojąco po każdym koncercie, a nam – słuchaczom i widzom – życzę radości z muzyki. Dziękuję bardzo.

IŻ: Również Panu dziękuję. Serdecznie pozdrawiam Państwa Czytelników.

Rozmawiał: Mirosław Szczeglik

Zdjęcie pochodzi ze strony Pani Izabelli Żebrowskiej – www.izabellazebrowska.com

Zapisz

Podobne

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W górę