Wiadomości będą wysyłane raz w tygodniu, na koniec tygodnia. Adresy e-mail będą wykorzystywanie jedynie do mailingów w ramach Strefy Wolnej Prasy. Nie będą przedmiotem sprzedaży innym podmiotom.

Jesteś tutaj:
Home > Prawo > Belgijski potwór – czyli paranoja belgijskich sądów

Belgijski potwór – czyli paranoja belgijskich sądów

Historia jest w 100-procentach autentyczna!

Belgia. Tu w 1990 roku rodzi się Alexandra. Dziecko Polki, pochodzącej z dobrej rodziny z tradycjamii bardzo zamożnego Belga. Ojciec Polki to wybitny pediatra. Konflikty narastające pomiędzy małżonkami (duża różnica wieku, zaborczość, nadużywanie alkoholu przez ojca dziecka i liczne awantury) doprowadzają do rozpadu małżeństwa, w wyniku którego Anna S. opuszcza Belgię i wyjeżdża do Polski, swojego rodzinnego domu. Zabiera ze sobą 8 letnią córkę – Alexandrę. Koszmar, który zacznie się wkrótce zniszczy jej wiele lat życia… Czy możemy pozostać obojętni?

Anna S. – Polka, matka Alexandry otrzymała pełnię praw rodzicielskich do opieki nad małoletnią córką zarówno w Polsce jak i w Belgii, gdy ta miała 8 lat. Belgijski Sąd odmówił wykonania wyroku sądu polskiego o alimentach na rzecz dziecka, twierdząc, że Sąd polski musi się wytłumaczyć, dlaczego zasądził owe alimenty, co już zakrawa na kpinę. Matka nieletniej Aleksandry ostatecznie zrezygnowała z ubiegania się o alimenty dla dziecka i samodzielnie zajęła się wychowaniem oraz wykształceniem córki. Dziewczynka, dziś już dorosła 28 letnia kobieta nigdy nie otrzymała od ojca alimentów jej przysługujących.

Ojciec Alexandry, Jacques D. nigdy nie partycypował w kosztach utrzymania swojego dziecka, nie respektował też postanowień polskich sądów. Ponadto Sąd belgijski również nie akceptował orzeczenia polskiego sądu o kontaktach z dzieckiem. Przez kilka lat dziecko regularnie odwiedzało swojego ojca. Były to przeważnie wizyty co drugi weekend. Gdy Alexandra miała 14 lat jej Matka Anna S. wystąpiła do sądu belgijskiego o ustalenie wizyt z ojcem w dłuższych odstępach czasu, jednak na większą ilość dni. Wniosek swój pozwana uzasadniła nauką dziecka w polsko-francuskiej szkole, do której zapisała Alexandrę chcąc zadbać o jej kontakt z ojcem Belgiem nie znającym języka polskiego. Wtedy lawina zła ruszyła.

W odpowiedzi Sąd belgijski odebrał Annie S. przyznane uprzednio prawo do opieki nad dzieckiem i na mocy kolejnego wyroku Alexandra została zmuszona do pozostania w Belgii. Nie wpłynęło to dobrze na psychikę dojrzewającej nastolatki, która potrzebowała wsparcia przede wszystkim matki, poświęcającej jej wiele czasu, rozumiejącej jej potrzeby intelektualne, emocjonalne i duchowe, wychowującej dziecko w polskiej tradycji katolickiej, czego o ojcu dziewczynki powiedzieć nie można, ponieważ kilkakrotnie odmówił jej, gdy poprosiła o zawiezienie do kościoła w celu modlitwy. Po orzeczeniu sądu belgijskiego o zatrzymaniu Alexandry w Belgii ojciec wbrew woli córki, siłą umieścił ją w szkole z internatem z kratami w oknach.

Czy ojciec, który tak walczy o kontakty z córką bez namysłu zamyka ją w internacie? Jak możliwe jest zbudowanie prawdziwych więzi pomiędzy rodzicem, a dzieckiem jeśli skazuje się je na rozłąkę z każdym z nich? Które z rodziców Alexandry wykazywało się większą wrażliwością i empatią? Które stawiało szczęście dziecka ponad swoje własne życiowe ambicje i cele? Czy miłość nie ma swoich praw? Krzywda, która się stała na zawsze wycisnęła piętno na nastoletniej dziewczynce, wyrwanej ze swojego środowiska, od matki, rodziny i przyjaciół. Po dwóch miesiącach dramatu Alex przyleciała do Polski odwiedzić ukochaną matkę. Ze łzami w oczach i rozpaczą w głosie wyznała, że nie wróci nigdy do Belgii i do szkoły z internatem, że jeśli tym razem zostanie zmuszona – wyskoczy oknem, zabije się, że takie życie nie ma sensu.

Sąd polski postanowił o zatrzymaniu Alexandry w Polsce przy matce. Uzasadnił to ogólnym i niepodważalnym dobrem dziecka i troską o jego bezpieczeństwo. Zaborczy ojciec zgłosił sprawę do sądu w Belgii i Anna S. została uznana za porywaczkę własnego dziecka. Od tego czasu życie ich obu stało się koszmarem. Anna S. bała się wyjść na ulicę w strachu, że zostanie aresztowana. Alexandra do ukończenia 18 roku życia bała się podróżować za granicę. Nie wyjeżdżała z Polski.

Czy słuszna i właściwa była postawa ojca nieletniej dziewczynki, która potrzebowała opieki silnie związanej z nią, opiekuńczej i troskliwej matki? Jakimi prawami rządzi się współczesny świat sprawiedliwości podejmując nieodpowiednie dla dziecka i człowieka decyzje, mogące mieć tragiczne skutki? Dlaczego 14 letnie dziecko nie może wypowiedzieć się, z którym z rodziców chce mieszkać i pod czyją opieką dorastać? Pozwana nigdy nie zabraniała byłemu mężowi kontaktów z córką. Starała się porozumieć z byłym mężem, jednak nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Jacques D. uparł się, że zrobi wszystko by zniszczyć życie byłej żonie i podkreślił, że to tylko kwestia czasu aby zamknąć ją w więzieniu. Groził jej. Anna S. przeszła dwie poważne operacje, a także miała udar mózgu.

W jaki sposób i na jakiej podstawie matka Alexandry została oskarżona o porwanie własnej córki? W 2005 roku Anna S. została skazana wyrokiem zaocznym na karę bezwzględną 5 lat pozbawienia wolności i była ścigana na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) wydanego przez Królestwo Belgii. Gdzie prawa człowieka? Gdzie prawa dziecka? Dokąd zmierza ta historia?

W roku 2009 Sąd polski orzekł o niewydawaniu Belgii ściganej Anny S. oraz o odmowie wykonania kary na terytorium RP z uwagi na brak podwójnej karalności czynu (ścigana miała pełnię władzy rodzicielskiej nad dzieckiem, natomiast w sądach polskich i belgijskim zapadły sprzeczne wyroki w sprawach rodzinnych. Po postanowieniu polskiego sądu o odmowie wykonania ENA, w Belgii „odnalazł się” sprzeciw (odwołanie) ściganej od wyroku zaocznego skazującego ją na karę 5 lat pozbawienia wolności. Ruszył kolejny proces, w którym w 2013 roku skazano Annę S. na karę 4 lat pozbawienia wolności. Wydano kolejne ENA. W roku 2016 Sąd polski odmówił wydania Anny S. stronie belgijskiej i odmówił wykonania kary na terytorium RP z tych samych przyczyn co poprzednio.

Jacques D. ma tylko jeden cel – zniszczyć kobietę, która odeszła od niego pragnąc normalnego i spokojnego życia bez awantur, pretensji, psychicznego nękania. To nie jedyne sprawy karne, które odbyły sie w Belgii. W grudniu 2004 roku Anna S. została skazana na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat za rzekome wywołanie rozstroju zdrowia swojego byłego małżonka. Okres próbny upłynął w roku 2009. Dzisiaj Pan Jacques D. ma prawie 80 lat mieszka sam w ogromnym domu i pracuje. Chorego nie przypomina.

W momencie wydania wyroku z 2013 roku w sprawie o uprowadzenie dziecka, odwieszono Annie S. karę 18 miesięcy pozbawienia wolności. Jak wynika z nadesłanych przepisów prawa, pomimo upływu okresu próby, przepisy belgijskie pozwalają na odwieszenie kary po upływie kilku lat od jego zakończenia. To sprawiło, że wydano kolejny ENA dotyczący sprawy 18 miesięcy pozbawienia wolności. W tej sprawie toczy się postępowanie przed sądem polskim. W pierwszym procesie Sąd odmówił wydania Belgii ściganej Anny S. i odmówił wykonania kary na terytorium RP. Prokurator złożył zażalenie w zakresie w jakim Sąd nie orzekł o wykonaniu kary w Polsce.

Sąd Apelacyjny uchylił w tym zakresie postanowienie sądu I instancji i nakazał uzyskanie kompletnych informacji od strony belgijskiej o powodach uchylenia zawieszenia kary i zarządzeniu jej wykonania, mimo że okres próbny upłynął. Wskutek drugiego procesu Sąd polski orzekł o WYKONANIU KARY 18 MIESIĘCY POZBAWIENIA WOLNOŚCI na terytorium Polski. Sąd uznał, że pomimo iż czyn polegający na uprowadzeniu dziecka (którego Anna S. faktycznie nie uprowadziła, gdyż to dziewczynka odmówiła powrotu do kraju ojca pod groźbą popełnienia samobójstwa) nie stanowi przestępstwa w Polsce, to jednak Sąd belgijski odwiesił karę 18 miesięcy pozbawienia wolności dla matki Alexandry, co powoduje konieczność wdrożenia kary do wykonania w Polsce.

Mecenas Sylwia K. reprezentująca Annę S. w dniu 14.06 2018 roku wniosła zażalenie do Sądu Apelacyjnego formułując także pytanie prawne do Sądu Najwyższego następującej treści:”Czy orzeczenie wykonania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej kary pozbawienia wolności, w stosunku do której uchylono zawieszenie po upływie prawie 4 lat od zakończenia okresu zawieszenia (próby), ze względu na czyn nie stanowiący przestępstwa na gruncie prawa polskiego, w przedmiocie czego uprzednio prawomocnie orzekły sądy polskie, stanowi naruszenie wolności i prawa człowieka i obywatela w rozumieniu art. 607 p § 1 pkt 5 k.p.k., skutkujące obligatoryjną odmową wykonania kary na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej?”.

W odczuciu Pani Mecenas reprezentującej sprawy Anny S. absurdalna jest sytuacja, w której obywatelka polska ma odbyć karę pozbawienia wolności de facto z powodu czynu niestanowiącego przestępstwa w Polsce, o czym dwukrotnie orzekły sądy polskie. Sprawa zawisła obecnie przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie pod sygn. akt: II AKz 615/18. Posiedzenie ma się odbyć w dniu 30 lipca bieżącego roku.
Kwestie prawne mówią że jeżeli obywatel polski nie zgadza się na wydanie go organom państwa ścigającego, to Sąd zarządza wykonanie kary pozbawienia wolności w Polsce (art. 607s § 3 k.p.k.). Nie ma natomiast podstawy do wdrożenia kary w Polsce, jeżeli odmowa wydania obywatela polskiego nastąpiła również z innych przyczyn, niż tylko brak jego zgody na wydanie. W niniejszym przypadku zostały naruszone wolności i prawa człowieka i obywatela w stosunku do Anny S., wobec czego nie ma podstaw prawnych do wykonania w Polsce kary 18 miesięcy pozbawienia wolności (art. 607 p § 1 pkt 5 k.p.k. w zw. z art. 607s § 3 k.p.k. a contario.

Sprawa Anny S. wyszła na światło dzienne. Czy w państwie prawa i sprawiedliwości mogą pojawiać się podobne absurdy? Czy w jakimkolwiek innym państwie można pozwalać na takie barbarzyństwo? Czy nikt nie respektuje praw człowieka, dziecka i matki? Czym jest świat, w którym zabrakło miejsca na czynnik ludzki?, w którym pozwala się na przepychanki pomiędzy sądami kosztem godnego życia człowieka?

Jacques D. nie kierował się dobrem dziecka, ani nie uwzględniał jego potrzeb emocjonalnych, duchowych, czy rodzinnych. Rodzic kochający dziecko kieruje się dobrem dziecka, dba o jego zdrowy rozwój i uczestniczy w jego życiu emocjonalnym. Stwarza mu warunki dające poczucie bezpieczeństwa, szacunek, zaufanie i miłość. Nie wymusza, nie szuka swego, nie kieruje się niskimi pobudkami, czy zemstą. W relacjach Jacquesa D. i jego nieletniej córki, która pragnęła być blisko matki nie było miejsca na wyrozumiałość i życzliwość, a jedynie na egoizm.

Państwo powinno chronić swoich obywateli, zagwarantować im spokój i działać na rzecz jednostki pozostającej w sytuacji trudnej, konfliktowej, niejasnej. Sądy reprezentują ludzie inteligentni, mający wiedzę, duszę i wolę. Powinny one dążyć do łagodzenia sporów międzyludzkich, oceniać zaistniałe sytuacje w sprawiedliwy i godny poszanowania sposób.

Tak łatwo jest wydawać wyroki, ale życie ludzkie to nie zimne paragrafy tylko delikatne i głębokie sprawy, które dla mądrych i umiejących patrzeć wnikliwiej są celem prawidłowego i właściwego postępowania.

Życie człowieka składa się z wielu szczegółów, kształtujących jedną całość, tworzących ludzkie historie i tylko od mądrego wymiaru sprawiedliwości zależy ile z tych istnień może zostać uratowanych.

Materiał opracował: Bolid

 

Od Redakcji SWP:
Materiał opublikowany za zgodną poszkodowanej oraz reprezentującej Ją Kancelarii.
Wszystkie otrzymane przez nas dokumenty po sprawdzeniu przekażemy do odpowiednich instytucji.

W niedługim czasie ukażą się też wywiady na żywo z matką i córką, poszkodowanymi przez opisywanego obywatela Belgii.

Podobne

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

W górę